Dawid Szwedzki- Mistrz Polski, wywiad.

Trzykrotnie, pod rząd, zdobyłeś tytuł Mistrza Polski w konkurencji 400 zm. Pływanie, przynajmniej skuteczne, tej konkurencji, wymaga perfekcyjnego opanowania czterech styli, i na dodatek olbrzymiej wytrzymałości. Opowiedz czytelnikom jak doszedłeś do tych sukcesów, jaka jest Twoja sportowa droga,

Zgadza, się. W stylu zmiennym, a przede wszystkim na 400 metrów, trzeba mieć opanowane doskonale wszystkie 4 style i do tego mieć sporą wytrzymałość. Moja droga do tych trzech złotych medali była dość długa. Pamiętam jak w korespondencyjnych MP dzieci 10-11 lat na 100 zmiennym zająłem bodajże 14 miejsce. Mój rocznik był jednym z ostatnich gdzie MP 12 latków odbywały się na długim basenie. Tam nie pływało się jeszcze 400 zmiennym. Płynąłem 400 dowolnym i byłem siódmy. Pierwszy medal na MP (srebrny na 400 zmiennym) zdobyłem rok później w wieku 13 lat na MP w Oświęcimiu. Popłynąłem wtedy 5:11, a delfinem rozpoczynałem 1:17, podczas gdy najszybszy zaczynał 1:05 (śmiech). Z każdych następnych mistrzostw (z bodajże dwoma wyjątkami) przywoziłem brązik właśnie na 400 zmiennym. Co ciekawe nigdy nie udało mi się zdobyć złotego medalu na 400 zmiennym na rocznikowych MP. W wieku 18 lat zdobyłem 2 złota, ale na 100 i 200 klasycznym. Pierwszy seniorski medal – brązowy – wywalczyłem na 400 zmiennym (wtedy też po raz pierwszy w życiu założyłem skórę i na dodatek pożyczoną – do tej pory pływałem zawsze w samych “gaciach” nieogolony i bez czepka) Uzyskałem wtedy jednocześnie minimum na MEJ oraz klasę Mistrzowską. Na MEJ-u zabrakło mi 0,3 sek. do finału – byłem drugim rezerwowym. Pierwsze złoto na seniorach zdobyłem dopiero w wieku 21 lat na zimowych MP w Lublinie. Potem był Szczecin i Olsztyn i tam też już złota. Sądzę że sporo dała mi zmiana miejsca trenowania – od 2,5 roku trenuję na 50-ce w “Śląsku” Wrocław. Wcześniej przez 7 lat trenowałem w Konstantynowie Łódzkim. W wieku 13 lat pływałem w Aleksandrowie Łódzkim a całą podstawówkę z wyjątkiem 6 klasy w “Trójce” Łódź.

Wygląda na to, że Twój rozwój jest wręcz modelowy. Czas już jednak na krok dalej, na sukcesy w skali międzynarodowej. Jakie tutaj masz plany?

Odkąd pamiętam nie miałem nigdy jakiegoś przestoju. Zawsze na MP biłem życiówki o te kilka sekund (mówię tu o 400 zmiennym), Myślę że jest to spowodowane tym że treningi były dopasowane do mojego wieku. Nie dostałem za mocnych treningów gdy byłem jeszcze juniorem dzięki czemu mogłem i mogę rozwijać się w naturalny sposób oraz poprawiać się z mistrzostw na mistrzostwa. Co do planów, jeśli chodzi o zawody międzynarodowe, to za 3 lata są Igrzyska w Tokio… To tak patrząc daleko w przód. Bardzo żałuję też, że w ubiegłym roku nie było normalnego systemu kwalifikacji na ME w Londynie na długim basenie (kwalifikacja odbywała się na MP na 25). Jestem osobą która woli długi basen od krótkiego, a wynik który osiągnąłem na MP w Szczecinie oscylowałby w okolicach finału właśnie w Londynie na ME. Ale trudno. Trzeba dalej robić swoje i szukać kolejnych okazji, na początku by się gdzieś “załapać” (ME, MŚ) a z czasem walczyć już o finały, a i może coś więcej 🙂

Pierwszy z serii, seniorski, zwycięski wyścig Dawida Szwedzkiego z ZMPolSen, Lublin 2015. Dawid toczy zaciętą walkę o złoty medal z Wojtkiem Wojdakiem i Marcelem Wągrowskim.

Jedną z podstaw sukcesu sportowego jest zdrowie. Kiedyś, jak prawie każdy, miewałeś z nim problemy. Np. przeziębienia w okresie Mistrzostw Polski. Od lat jednak nic takiego się nie wydarza. Zawsze jesteś gotowy do treningów, startów. Nie miewasz też kontuzji. Rubryka „nieobecności” w dzienniku treningowym trenera jest od lat pusta. To chyba nie przypadek, nie tzw szczęście?

MP 16 latków. Rozłożyłem się właśnie na Mistrzostwach Polski w Gorzowie. Oczywiście o jakiś dobrych wynikach mogłem tylko pomarzyć. Potem były jeszcze bodajże zawody W Saint Dizier gdzie tez pojechałem przeziębiony i z bolącym gardłem. I to w sumie były jedyne przypadki w ciągu ostatnich 7-8 lat gdzie słabiej się czułem. Od tego czasu nic takiego jednak nie ma miejsca. Zawsze jestem zdrowy, a jeśli mam katar to jedynie po wakacjach jak wejdę do wody i muszę na nowo przyzwyczaić się do chloru (śmiech). Kontuzji też nigdy żadnych nie miałem, żadnych tejpów, a w ciągu swojego życia byłem tylko 3 razy na masażu. I to tylko przed startami na MP właśnie, gdzie zdobywałem złota (bardziej dla komfortu psychicznego i efektu placebo przed startem a nie na zasadzie, że coś mnie boli po treningu to muszę iść) W zeszłym sezonie miałem nawet nadwyżkę obecności (śmiech). Wykonałem bodajże o 4 czy 5 treningów więcej niż było zaplanowane (oczywiście pomijam tu fakt typu święta, przerwy po zawodach itp  a należę do zawodników, którzy lubią mieć długie święta czy wakacje, jednak takie decyzje wcześniej zawsze uzgadniam z trenerem). Myślę że można tu zauważyć odrobinę szczęścia. Jednak przede wszystkim zawdzięczam to temu, że staram się spać po 8 – 9 godzin w ciągu doby i ewentualnie jeszcze z godzinę dwie w dzień. Jeśli chodzi o dietę, to nie jestem wielkim zwolennikiem zachowań typu: “dobra. muszę zjeść 125 gram tego, 350 tamtego o godzinie 19:31 bo jak zjem o 3 gramy za dużo to będzie coś strasznego a jak zjem 5 minut później / wcześniej….” Trzymam się kilku prostych zasad: jeść świeże rzeczy mało przetworzone, jak najbardziej naturalne i zdrowe. W sumie to jest chyba taka główna zasada. Do MacDonald-ów i tego typu rzeczy w ogóle nie chodzę. Jak mam ochotę (np raz na miesiąc bądź dwa) idę do pizzerii zamawiam Capriciosę 60 cm i tyle (śmiech). Jednak nie jest to podstawa, a jedynie dodatek i też dość rzadki. Alkoholu nie piję w ogóle, nie imprezuję, wysypiam się i zdrowo się odżywiam i to w sumie tyle 🙂 Ważną rzeczą myślę też jest to że nie biorę żadnych sztucznych suplementów diety ani odżywek. Jedyne co to na trening zawsze biorę wodę z cytryną i cukrem / miodem. W ten sposób mój organizm regeneruje się zdecydowanie efektywniej niż jak miałbym brać jakąkolwiek chemię, która może i jakoś pomaga jednak w późniejszych latach może skutkować poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi.

Twoja sportowa droga, w sensie dosłownym „droga”, nie była łatwa. Od dziecka musiałeś wstawać wcześniej niż inni, przemierzać środkami komunikacji miejskiej dziesiątki kilometrów. Napisz krótko, ku inspiracji i pocieszeniu innych, jak wyglądał Twój dzień kiedy miałeś lat 12, 13 lat?

W szóstej klasie podstawówki trenowałem w Aleksandrowie Łódzkim, do szkoły jednak chodziłem w Łodzi (tam również mieszkam). Treningi zaczynałem o 6 rano. Wstawałem o 4:15 – 4:30, a o 5 miałem autobus. Trening do 7 by zdążyć na 8:15 do szkoły – co w godzinach szczytu w Łodzi nie jest łatwe. Zajęcia miałem do 14 – 15 i szybko na trening na 16 do 18. I po całym dniu około 19 byłem w domu. Kolacja i o 20 spać. W sumie w ciągu dnia przejeżdżałem 60 km autobusami i spędzałem tam około 4 godzin.

Kolejne lata trenowałeś w Konstantynowie. Musiałeś dojeżdżać chyba ze 20 km, głównie tramwajem ( wiem, bo czasem razem spaliśmy w 43bis). O której wstawałeś, kiedy odrabiałeś lekcje, jak dawałeś sobie radę z odżywianiem?

Aż 20 to nie, jedynie 14 😉 Tu w porównaniu do treningów w Aleksandrowie było o tyle lepiej, że nie musiałem się przesiadać, tylko miałem bezpośrednio tramwaj i na basen i do szkoły – i do gimnazjum i do liceum chodziłem do Konstantynowa Łódzkiego. Można więc było rzeczywiście pospać sobie te 40 minut jeśli było miejsce siedzące, bo czasem zdarzało się że wszystko było zajęte (śmiech). Wstawałem wtedy bardzo podobnie jak wcześniej, tzn 4:30. Cały dzień byłem poza domem – wracałem dopiero koło 18:30. Lekcje robiłem w tramwaju albo to czego nie zdążyłem w domu ale tylko przez 15 minut – dosłownie – bo potem trzeba było iść do spania. Gdy nie było nic do roboty zdarzało się że zasypiałem przed dobranocką – parę minut przed 19 🙂 Z odżywianiem było o tyle dobrze, że rodzice bardzo dużo mi gotowali i dbali bym miał świeże i zdrowe rzeczy. Mieszkaliśmy obok rynku, więc nie było z tym problemu. Jak wracałem do domu to zawsze pierwsze co mówiłem to: “mamo głodny”. A kolacja już od razu była gotowa 🙂 Zawsze też dostawałem do szkoły obiad, który przygrzewałem sobie w sekretariacie i tam go jadłem (w liceum nie było stołówki, niestety). Więc jeśli chodzi o jedzenie nie było aż tak źle

Jaki rodzaj treningu najbardziej lubisz?

Hmmm. Ciężko określić. Lubię bardzo dużo rodzajów treningów. Jak byłem młodszy lubiłem pływanie tlenowe – zadania 4-5 km w godzinę. Jednak pod warunkiem, że pojawiał się grzbiet i można go było mieszać na zmianę z kraulem. Lubię też ćwiczenia techniczne, treningi na czucie wody z akcentami – jakieś mocne 50-ki tam gdzie można całą uwagę skupić tylko na jednym elemencie np cykle czy technika. Lubię też treningi gdzie pływa się zadania ponad progiem, i wychodzi np 1200 metrów w tempie do 400 (oczywiście w różnych odcinkach) ale pod warunkiem że pływa mi się dobrze 🙂 Lubię także pływać na treningach zmiennym. Po 2-3 km w różnych odcinkach. Nie lubię chyba tylko jednego rodzaju treningów – długie zadania samym kraulem, bez możliwości zmiany na np grzbiet czy zmienny

Ile km najwięcej przepłynąłeś na jednym treningu?

Myślę że tak jak większość pływaków – 10 km (to było jeszcze jak trenowałem w Konstantynowie). Jednak w zeszłym roku trenując już w WKS-ie pojechaliśmy na obóz do Dębicy. I tam w ciągu tygodnia na długim przepłynęliśmy 100 km.

Wymień jakieś szczególne trudne, ciężkie zadanie pływackie.

Na pewno nie zapomnę tygodnia (w Konstantynowie) w którym miałem w poniedziałek, środę i sobotę 25×100 CS w 1’45” (13 delfin 12 grzbiet / 13 grzbiet 12 żaba / 13 żaba 12 kraul). W międzyczasie w piątek 40×100 żaba progowo, przerwa 15”-20”. A z takich może nie najcięższych zadań ale dość mocnych które dobrze pływałem, to miałem jeszcze (to już na długim we Wrocławiu) kilka x 400 zmiennym w 5 minut na długim, czy 60×50 z czego połowa delfinem na 30”. Pamiętam też mój trening życia (chociaż pewno i kilka by się takich znalazło). 20×200 3’ jedna kraul A2 jedna zmienny AN. Pływałem wtedy dwusetki zmiennym po 2:12-2:14. A tak do głowy w tej chwili jakoś mi nie przychodzi nic konkretnego.

Kto jest Twoim sportowym idolem?

Nie mam żadnego idola ani autorytetu, czy jakiegoś sportowca na którym bym się specjalnie wzorował. Po prostu każdy trening staram się wykonywać z jak największym zaangażowaniem. Pływam najlepiej jak umiem w dany dzień

Jakiej muzyki słuchasz?

Przed startem słucham muzyki która mnie pobudzi i doda energii. Odkąd zacząłem interesować się tematyką illuminatów zacząłem słuchać piosenek francuskiego rapera Rockin Squat, który pokazuje jak działa świat, na czym polega NWO (Intestable; Le Pouvoir Secret; Bon Appetit; Democratie Fasciste; Illuminati 666)

Co robisz w tzw czasie wolnym?

Hmmm. Czasu wolnego nie mam zbyt dużo, biorąc uwagę że studiuję psychologię na SWPS-ie. Ale jeśli się znajdzie, to czas wolny spędzam z dziewczyną która jest bardzo dużym wsparciem dla mnie i dodaje mi dużo sił.

Jakie masz plany na 2017 rok?

Podczas MP w Lublinie chciałbym wypełnić minimum na MŚ w Budapeszcie oraz Uniwersjadę w Tajpej. To będzie cel na tegoroczne MP

https://youtu.be/fP1IvuK9hqY%20

Fragment treningu Dawida. Na początku ćwiczy na ergometrze, następnie demonstruje pływanie kraulem

Wypowiedz się:

KlubbenFit

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This