Nasz portal jest dla Was. Przedstawiamy relację jednej z Was, pływaczki znanej w naszym środowisku doskonale, Basi Wasilewskiej. Opisuje w niej problemy, jakie spotykają wielu pływaków. Jest to pierwszy artykuł z cyklu „Nasi na emigracji”, w którym będziecie mogli przedstawiać problemy jakie dotykają szkolonych w Polsce zawodników, którzy z różnych powodów wybrali wyjazd – czasem aż do USA. 

 – Baśka, powiedz na początek kilka słów o swojej pływackiej karierze.

Pierwsze metry z deską jako dziecko zaczęłam pokonywać 13 lat temu na nauce pływania na piotrkowskiej pływalni. Wczesne lata pływałam w klubie UKS Delfin, a w 2006 roku przeniosłam się do utworzonej sekcji pływackiej przy OSiR w Piotrkowie Trybunalskim. Największe sukcesy zaczęłam jednak odnosić w klubie LKS OMEGA Kleszczów z trenerem Robertem Pawlickim, z którym współpracowałam już od 2006 roku. Do największych sukcesów mogę zaliczyć udział w Mistrzostwach Europy Juniorów w 2010 roku w Helsinkach, a dokładnie dwa lata później pierwsze seniorskie złoto na dystansie 800m stylem dowolnym na Głównych Mistrzostwach Polski w Olsztynie. Regularnie od 2009 roku aż do wyjazdu na studia do USA kwalifikowałam się w skład kadry narodowej w pływaniu. Aktualnie wciąż pływam pod barwami OMEGI Kleszczów i studiuję na University of North Texas.

Czas decyzji

Trzy lata w liceum, przygotowania do matury, a w końcu czas na wybór odpowiedniej uczelni i studiów. Dla każdego to ciężka decyzja, zwłaszcza dla aktywnie trenujących pływanie jest to czas, który waży na przyszłej karierze sportowej i wykształceniu. Znaleźć odpowiednią drogę dla siebie to prawdziwa sztuka.

Dokładnie dwa lata temu, po maturach i Głównych Mistrzostwach Polski Seniorów i Młodzieżowców sama szukałam wymarzonej uczelni i kierunku studiów, który gwarantowałby mi powodzenie w przyszłości. Podczas Mistrzostw Polski spotkałam się ze znajomymi, którzy opowiadali jak wygląda życie za wielką wodą i na czym polega studiowanie w obcym języku. Wydawało mi się to szalone ale po paru dniach namysłu i rozmów z rodzicami podjęłam decyzję. Po wielu latach treningów w Polsce chciałam znaleźć uczelnię w Stanach Zjednoczonych. Nawiązałam kontakt z kilkoma trenerami, którzy byli w stanie zaoferować mi pełne stypendium już od sierpnia. Pod wpływem emocji rozmawiałam o tym co musiałabym zrobić, żeby wyjechać na studia. Spraw, dokumentów i pism nie było końca. Zdecydowałam się zrobić rok przerwy po maturze i zdać egzaminy językowe takie jak TOEFL i SAT, które są obowiązkowe, by być przyjętym na uczelnię. Gdy zdarzało mi się rezygnować z ofert polskich uczelni wiele osób dziwiło mi się, wątpiąc jednocześnie w powodzenie planu wyjazdu do USA. Czego szukasz i na co liczysz? – pytali. Wtedy sama nie wiedziałam… Chciałam wykorzystać chwilę i możliwości jakie się pojawiły.

Języka angielskiego uczyłam się już od najmłodszych lat szkolnych, ale niestety egzaminy maturalne i te, które były przede mną różniły się kompletnie. W ciągu jednego roku musiałam przyswoić setki nowych słów i zwrotów języka akademickiego o których wcześniej nie miałam pojęcia. W tym samym czasie, pozostawałam w normalnym cyklu treningowym, a sama dla siebie stworzyłam plan nauki języka między treningami. Do egzaminów uczyłam się samodzielnie, bo ciężko mi było znaleźć wykwalifikowaną osobę, która przygotowałaby mnie tylko i wyłącznie do egzaminów. Nauczyciele i korepetytorzy oferowali mi pomoc, ale wątpiłam w ich umiejętności kiedy sami twierdzili, że muszą się zorientować jak wyglądają owe egzaminy – w końcu jak mógł mi pomóc ktoś, kto nigdy sam ich nie zdawał albo nie uczył innych pod ich kątem. Po wielokrotnych próbach zdania egzaminów na odpowiednim poziomie przyszedł czas na wybór uczelni.

Istotne znaczenie miał wybór dywizji w której chciałabym pływać. W Stanach Zjednoczonych bowiem jest ich kilka. Ja wybrałam pierwszą dywizję, która uchodzi za najszybszą i najlepszą. Rywalizują w niej najlepsi pływacy z całych Stanów Zjednoczonych. Martwiłam się czy sobie poradzę, ale po przemyśleniu stwierdziłam, że zawsze mogę przenieść się do drugiej dywizji, która jest troszeczkę mniej „prestiżowa”. Gdybym wybrała najpierw drugą dywizję, transfer do pierwszej na pewno byłby cięższy. Rozważając oferty brałam pod uwagę wiele uczelni niemal ze wszystkich zakątków USA. Floryda, Kalifornia, północna część Stanów a może jeden z uniwersytetów w wysokich górach? Na moją decyzję wpływ miało niemal wszystko. Dywizja do której przynależała uczelnia, program uczelni, klimat, reputacja miejsca, wielkość kampusu a w końcu sama drużyna i kontakty jakie utrzymywałam z trenerami. Nie ukrywając – jedni z nich byli bardziej zainteresowani, a drudzy mniej. Po niezliczonych godzinach spędzonych na skype z trenerami, często zarywając noce ze względu na różnicę czasową, zdecydowałam się na uniwersytet w północnym Texasie. Moja przygoda z University of North Texas zaczęła się po podpisaniu umowy z uczelnią.

Dzięki wielkie za rozmowę!

MW

 

 

Wypowiedz się:

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This