Mastersi i wyczynowcy

JS

 

Przed trzema laty nauczyła się pływać. Teraz, będąc już triathlonistką, postanowiła spróbować treningu pływackiego w grupie wyczynowej. Poprosiłem Joannę Skutkiewicz o podzielenie się z nami swoimi doświadczeniami z tych różnych światów.

Trudno mi sobie wyobrazić lepsze miejsce na rozpoczęcie pływania niż treningi w WMT. Andrzej i cała kadra trenerska – Monika, Marlena, Ola, Paweł – to nie tylko profesjonaliści, lecz także niesamowici pasjonaci dyscypliny. Do tego dochodzi atmosfera treningów w WMT, która jest nie do podrobienia. Tęsknię bardzo za tymi treningami, ale nie żałuję zmian, bo wiem, że na pewnym etapie są one potrzebne.

 

Podstawową różnicą jest oczywiście częstotliwość i kilometraż treningów. Pojedyncza grupa Mastersów trenuje wspólnie dwa razy w tygodniu po 60-75 minut. Treningi zawierają elementy warsztatów – trener od zera uczy zawodników pewnych umiejętności, dużo tłumaczy, pokazuje, czasem nawet opowie jakąś historię. Kilometraż pojedynczego treningu waha się od około 2 do 3 kilometrów w zależności od okresu w roku. W trakcie sezonu dość wyraźnie odznaczone są okresy, w których pływamy bez sprzętu od tych, podczas których używamy łapek bądź płetw. Każdy trening ma wyraźną strukturę: zadana rozgrzewka od 200 do 600 metrów, następnie ćwiczenia techniczne, krótkie i dość intensywne zadanie dogrzewające, zadanie główne – zazwyczaj od 1000 do 2000 metrów i rozpływanie na koniec. Co jakiś czas przeprowadzane są treningowe testy na dystansach od 100 do 1500 metrów – zazwyczaj bez zapowiedzi 🙂

 

Jeśli chodzi o pływanie z wyczynowcami, różnic jest rzeczywiście bardzo dużo. Na początek zaznaczę, że możliwość pływania razem z młodymi pływakami to dla mnie ogromny zaszczyt i wspaniała szansa na rozwój, za którą serdecznie dziękuję trenerom KS Delfin Gdynia. Gdy tylko zapadła decyzja o przeprowadzce i zmianie barw klubowych, postanowiłam już na kilka miesięcy przedtem wyraźnie podnieść kilometraż pływacki.
Przed każdym treningiem z Mastersami wskakiwałam wcześniej do wody i przepływałam sobie spokojnie trochę dystansu – na początek kilometr, potem 2-2500m. Poza tym chodziłam na basen w dni wolne od treningów grupowych i pływałam od 4 do 6 km (ze dwa razy zdarzyło mi się i 8). Wiem że wielu uznaje treningi pływackie w tak niskiej intensywności za kompletnie bezużyteczne klepanie kilometrów, jednak mój trener i ja wiemy, że takie „trash miles” działają na mnie zawsze zaskakująco dobrze. Zmierzam jednak do tego, że po podniesieniu kilometrażu przeniesienie się do grupy wyczynowców nie było dla mnie aż takim szokiem, jakim mogłoby być, gdybym nagle zwiększyła kilometraż o połowę. Sekcja sportowa pływa dziesięć razy w tygodniu po półtorej godziny (ja pływam 5-7 razy). Podniosła się intensywność treningu, a zwłaszcza długość zadań głównych. Dosłownie na drugim treningu robiłam set złożony z jakiejś niemożliwej liczby dwusetek pływanych w niemożliwym limicie czasu – w połowie drogi już nie pamiętałam jak się nazywam, ale satysfakcja z samego faktu, że udało mi się to przetrwać i nikt mnie nie zdublował, była naprawdę wielka 🙂 Potem takich treningów było więcej, a ja coraz rzadziej zauważałam, że jest naprawdę supermocno – przestawiłam się na ten tryb. Dużo jest też pływania na samych nogach – coś, na co zwyczajnie nie ma czasu w grupach dla dorosłych. To dla mnie bardzo cenny element, ponieważ okazało się, że umiejętność efektywnego wykorzystania nóg wyjątkowo u mnie kuleje, a pływacy dublują mnie już na krótkim dystansie, i to płynąc stosunkowo luźno, podczas gdy ja wypluwam płuca (wcześniej nie wiedziałam, że w ogóle można płynąć na samych nogach w tak wysokich rejestrach tętna).

 

Znaczącą różnicą dzielącą trening Mastersów od treningu pływaków jest to, że ci drudzy, mający za sobą już co najmniej kilka lat regularnego pływania, właściwie nie potrzebują już ćwiczeń technicznych ani instruktażu rozgrzewki. Są to już w dużym stopniu ukształtowani zawodnicy – w przeciwieństwie do Mastersów, którzy często nie mają za sobą nie tylko przeszłości pływackiej, ale i w ogóle sportowej. Często zdarza się też, że poszczególne tory mają trochę inne zadania do wykonania albo że pojedynczy zawodnicy robią co innego niż reszta grupy. Zadania pływackie dla wyczynowców bardzo często są długie, składające się z wielokrotnie powtarzanych setów. Myślę że dla dorosłych zawodników szukających w pływaniu formy rozrywki, tego typu formuła mogłaby okazać się czasami nie do przejścia. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że droga do mistrzostwa to właśnie żmudne powtarzanie i doskonalenie ciągle tych samych ruchów. To może wydawać się nudne, ja jednak uważam, że jest fascynujące. Ale mnie w ogóle ekscytuje ten perfekcjonizm i stałość warunków, jakie daje pływanie – ostatnio rozpisywałam się o tym na swoim blogu ( http://www.ioannahh.pl/ ).

 

Na koniec jeszcze jedna, już nie techniczna różnica: w wyczynowych treningach jest mniej emocji, a więcej spokojnej pracy. Mastersi traktują wspólne treningi jako możliwość rywalizacji. Jest to jak najbardziej zdrowa, sportowa rywalizacja, która też w dużym stopniu tworzy świetną atmosferę treningów, ale często stojąc na brzegu basenu można usłyszeć, komu dziś nie będzie wychodził trening z powodu zmęczenia, niewyspania, kontuzji czy dopiero co przebytych zawodów. U pływaków coś takiego w ogóle nie występuje – do ewentualnych wzlotów i porażek treningowych podchodzą jak do czegoś zupełnie naturalnego. No i jeszcze pewien zabawny fakt – młode umysły jakimś dziwnym trafem nigdy nie proszą trenera o powtórzenie zadania, za to trenerzy Mastersów wykazują się anielską cierpliwością, tłumacząc przebieg zadania po pięć razy 🙂

 

Joanna Skutkiewicz

 

Wypowiedz się:

KlubbenFit

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This