Czy jest szansa dla polskiego pływania?

KNowak

Czy jest szansa dla polskiego pływania?

Wywiad z dr Krzysztofem Nowakiem, Dyrektorem KS AZS AWF Katowice, Przewodniczącym Komisji Dyscyplinarnej PZP

 

Panie Krzysztofie. W ostatnim czasie zaobserwowaliśmy sporą pańską aktywność na profilu społecznościowym w krytykowaniu władz PZP. Poruszał Pan wiele wątków, a przecież był Pan przez 4 lata członkiem Zarządu PZP. Czy to nie objaw hipokryzji z Pana strony?

 

Absolutnie nie. Do Zarządu PZP wszedłem 4 lata temu niejako „znikąd”. Był to czas budowania w moim klubie AZS AWF Katowice silnej sekcji pływackiej. Jako dyrektor klubu byłem bardzo aktywny w działaniach organizacyjnych, miałem swoją wizję, byłem naładowany pozytywną energią i wierzyłem, że w krótkim czasie pływanie może być jedną z najważniejszych polskich dyscyplin na sportowej mapie. W 2012 roku była pewna stagnacja w pływaniu, nie było sukcesów na miarę Otylii Jędrzejczak, Igrzyska w Londynie nie przyniosły nam medali. Chciałem coś wnieść od siebie do tego środowiska, być może zmienić sposób myślenia, priorytety, wnieść powiew świeżości w Związku, przenieść pewne doświadczenia z mojego 23-sekcyjnego klubu.

 

To co się nie udało?

 

W 2012 roku nie analizowałem (bo nie miałem na ten temat wystarczającej wiedzy) dlaczego tak się dzieje, że pływanie nie może – nomen omen – wypłynąć na szerokie wody? Widziałem natomiast, że dobrze nie jest. Dlatego wtedy uwierzyłem Pawłowi Słomińskiemu, który miał wówczas negatywne zdanie na temat wcześniejszej współpracy z Krzysztofem Usielskim i intensywnie budował inną koalicję wyborczą. To on zaproponował Andrzeja Kowalskiego na Prezesa PZP, gorąco go rekomendował więc ja wraz z nieznaczną większością delegatów na zjazd uwierzyliśmy w propozycje, zapewnienia i program Pawła Słomińskiego. Taka była prawda.

 

No dobrze, ale Krzysztof Usielski był doświadczonym i sprawdzonym przez długi czas Prezesem PZP, za czasów którego były największe sukcesy polskiego pływania, a Andrzeja Kowalskiego poznaliście w większości dopiero na sali obrad w Spale! Jak to możliwe, że jednak ten drugi został Prezesem PZP?!

 

Zgadza się. Andrzeja Kowalskiego zobaczyłem pierwszy raz w życiu w trakcie prezentacji programu wyborczego. Pewnie większość delegatów również. Ale my tak naprawdę uwierzyliśmy Pawłowi Słomińskiemu, a nie Andrzejowi Kowalskiemu, że to jest najlepsze rozwiązanie dla polskiego pływania! Głosowaliśmy tak naprawdę de facto na Słomińskiego, a nie na Kowalskiego! Zresztą Paweł był wstrząśnięty wynikiem 52-51 ponieważ spodziewał się zdecydowanego zwycięstwa swojego kandydata, a okazało się, że zdecydował 1 głos. Paweł brał odpowiedzialność za Andrzeja Kowalskiego, ponieważ go rekomendował!

 

To czemu Paweł Słomiński nie kandydował sam?

Ponieważ jak nam tłumaczył, nie pozwalała mu na to ówczesna praca. Był bowiem Wicedyrektorem Departamentu Sportu Wyczynowego w Ministerstwie Sportu i Turystki. Nie było możliwości połączenia tych dwóch funkcji.

 

Więc jak zaczęła się układać współpraca po wyborach?

Na początku nie było źle. Byliśmy wszyscy pełni entuzjazmu, energii, wierzyliśmy, że możemy coś zrobić. Mnie została powierzona funkcja Przewodniczącego Komisji Dyscyplinarnej PZP, dokonałem wielu zmian w funkcjonowaniu tej jakże ważnej komórki związkowej, dobrałem sobie świetny zespół, wprowadziliśmy obowiązujące regulacje. Pracy było mnóstwo. Natomiast krótko po wyborach można było zobaczyć, że Zarząd nie będzie miał tak wielkiego znaczenia, jak samo Prezydium, w skład którego wchodził Andrzej Kowalski – Prezes, Wiceprezesi Kazimierz Woźnicki i Jan Kuczko oraz członkowie Wiktor Wierniuk i oczywiście Paweł Słomiński. Większość ważnych spraw było podejmowanych niestety w składzie Prezydium, czasami pod nieobecność jednego czy dwóch z członków, czyli nawet w składzie 3-osobowym!!! I niestety Zarząd wbrew Statutowi Związku nie był informowany o podejmowanych uchwałach na kolejnych posiedzeniach. Dopiero kiedy stanowczo zażądałem (zgodnie za Statutem PZP) sprawozdań z Prezydium na posiedzeniach Zarządu PZP zaczęły wychodzić na jaw bardzo niepokojące fakty z tego gremium.

 

Czyli jakie?

 

Na przykład zmiana sposobu zatrudnienia Prezesa Andrzeja Kowalskiego z czasu określonego na czas nieokreślony co w efekcie doprowadziło do gigantycznej afery i dyscyplinarnego zwolnienia Prezesa. Była też kwestia nagrody dla Prezesa, która mocno poróżniła Jana Kuczkę i Pawła Słomińskiego z Kazimierzem Woźnickim ponieważ zachodziło podejrzenie fałszowania protokołu. Ale były też inne ciekawe rzeczy. Prezydium podjęło na przykład kuriozalną uchwałę zwalniającą z opłaty startowej na jednych zawodach, ze względu na trudną sytuację finansową, AZS AWF Kraków (zgodnie z zapisem w protokole). Ale najbardziej zastanawiające i bulwersujące jest to, że w AZS AWF Kraków nie ma sekcji pływania!!! Można tylko przypuszczać, że zwolniono z opłaty startowej w wysokości ok 2000 zł inny krakowski klub o podobnej nazwie, ale o to trzeba już pytać protokolanta czyli Wiktora Wierniuka. No i na tym samym posiedzeniu Prezydium odrzuciło taką samą prośbę innego klubu, a chodziło bodaj tylko o 600 zł. Więc pytam: gdzie tu równość w traktowaniu klubów? Gdzie transparentność? Ale to już wymaga wyjaśnienia przez członków Prezydium.

 

No tak, to bardzo ciekawe fakty, ale dla wielu ta sytuacja nie jest aż tak bulwersująca jak wybór trenera-koordynatora kadry?

Zgadza się. W tej kadencji był forsowany powrót do systemu szkolenia centralnego, który kiedyś się sprawdził i zatrudnienie w drodze konkursu trenera-koordynatora Kadry Narodowej Seniorów. Niestety kuriozalne jest to, że w tak ważnej sprawie Zarząd ani nie dyskutował, ani nie akceptował warunków konkursu na to stanowisko! Byliśmy poproszeni jedynie o zatwierdzenie kandydatury. A jak się okazało w finale najważniejszym argumentem była bardzo dobra znajomość języka angielskiego… Nie zdolności organizacyjne, nie osiągnięcia szkoleniowe na poziomie MŚ, IOl czy ME! Osiągnięcia w tym obszarze nie miały znaczenia. Najważniejszy był angielski… Jak mówiono w środowisku żaden z wybitnych polskich trenerów nie wystartował w tym konkursie ponieważ wszyscy wiedzieli wcześniej pod kogo jest on rozpisany. Przy zatwierdzeniu kandydatury Piotra Gęgotka przeciwny był Jurek Kowalski, a ja i Grzegorz Widanka wstrzymaliśmy się od głosu. Przynajmniej mam taką drobną satysfakcję.

 

Czyli uważa Pan wybór Piotra Gęgotka na to stanowisko za błędny?

Cóż, gdyby to ode mnie zależało, kazałbym rozpisać ten konkurs ponownie, ze względu na brak innych poważnych kandydatur. Ale kiedy już tak się stało należało przyglądać się pracy trenera, korygować jego błędy, kontrolować. Natomiast Gęgotek miał całkowicie wolną rękę i w praktyce żadne uwagi członków Zarządu w zakresie kierowania szkoleniem centralnym nie były uwzględniane. Nie wiem czy on się z kimkolwiek konsultował. Z Grzegorzem Widanką walczyliśmy o wiele spraw, ale jak przychodziło do głosowania wszystko przegrywaliśmy. Byliśmy mocno zainteresowani tym szkoleniem ponieważ między innymi chodziło o naszych zawodników czyli Dominikę Sztanderę, której Gęgotek nie widział w szkoleniu centralnym oraz Michała Poprawę, który z kolei został z tego szkolenia usunięty na pół roku przed igrzyskami, mimo zapewnień trenera, że żadnych zmian już nie będzie. Byli natomiast zabierani na zgrupowania inni nieuprawnieni zawodnicy. Ale zgłaszanie naszych uwag to było jak rzucanie grochem o ścianę. Dominowała zarozumiałość, buta i niewiarygodna pewność siebie.

No dobrze, więc nie można było przeprowadzić żadnego z waszych pomysłów?

 

No niestety nie. Okazało się, że kiedy już wygrał kandydat Pawła, dla większości była to sprawa zamknięta. Podam taki przykład: kiedy wnosiłem o to, żeby niektóre idiotyczne normy kwalifikacyjne na imprezy mistrzowskie (przygotowywane przez Piotra Woźnickiego, chociaż trenerem koordynatorem seniorów był Gęgotek) jednak przeanalizować i zmienić, nie było praktycznie żadnego odzewu. Żadne moje argumenty nie trafiały. A były nawet takie kuriozalne sytuacje, że na ME na krótkim basenie na 50 m żabą mężczyzn ustaliliśmy tak wysokie minimum kwalifikacyjne, które dałoby potem, o ile dobrze pamiętam, złoty medal… A na 100 i 200 żabą minima były lepsze od rekordów Polski! Oczywiście żaden z Polaków nie wykonał tych minimów. Kiedy z kolei na pewnym Zarządzie w Ostrowcu po raz kolejny podniosłem kwestię minimów przygotowanych przez Piotra Woźnickiego i wnosiłem o ich złagodzenie zostałem niewiarygodnie zrugany przez Wiceprezesa ds. Szkoleniowych PZP Kazimierza Woźnickiego, po co jak tak naprawdę zabieram głos w tej sprawie!!! 25 lat po obaleniu komuny ktoś próbuje kneblować usta prawomocnie wybranemu członkowi Zarządu!!! Więc moje wnioski prawie zawsze przepadały. Ale cóż. Trzeba godzić się z wyrokami demokracji.

 

No dobrze. Rozumiem. Czyli minima były świętością?

 

No tak. Miały być co do setnej, bez względu na okoliczności, zrobione na jednej imprezie. Nie mogłem się z tym pogodzić, ponieważ jest wiele czynników które przemawiają czasami za innymi rozwiązaniami. Ponieważ zauważyłem, że w dużej ilości przypadków polscy pływacy mają najwyższą formę na MP, gdzie trzeba uzyskać minima kwalifikacyjne, aby pojechać na najważniejsze imprezy, zaproponowałem inne rozwiązania. Wnioskowałem o to, aby była możliwość robienia minimum np. na 2 wyznaczonych Grand Prix i na MP. Ale zdaniem Pawła Słomińskiego, które popierało większość moich kolegów z Zarządu, „trener z zawodnikiem muszą umieć przygotować szczyt formy nie tylko na odpowiedni dzień, ale nawet na odpowiednią godzinę”. Dopiero w ostatnim roku doszliśmy do tego, że można było przynajmniej robić minima na 2 imprezach. Czy gdybyśmy zastosowali moje propozycje to byłyby lepsze rezultaty? Tego nie wiem, nie jestem szkoleniowcem, ale co jest najbardziej bolesne, to fakt, że nawet nie podjęliśmy dyskusji na ten temat. Nigdy też nie poprosiliśmy, aby w tej sprawie wypowiedziała się np. Rada Trenerów. Bo my byliśmy zawsze najmądrzejsi.

 

Widzimy dziś, po igrzyskach, że szkolenie centralne zawiodło, nie było też wyników u zawodników którzy mieli ścieżki indywidualne. Co mogło być przyczyną? Czy ma Pan swoje zdanie na ten temat?

 

Na to pytanie powinni odpowiedzieć szkoleniowcy. Zresztą po części zrobili to na konferencji w Krakowie. Z niektórych sprawozdań można być usatysfakcjonowanym, z innych niestety nie. Ale coś nie zagrało totalnie, ponieważ 2 półfinały i tylko jeden rekord życiowy to na pewno zdecydowanie za mało jak na nasze apetyty, oczekiwania, chęci i możliwości. Właśnie w tym kontekście kuriozalne były tłumaczenia trenera koordynatora, że tak naprawdę nic się nie stało, że cała Europa pływała słabo, że to inna półkula, że inna pora roku. To niezbyt konstruktywne tłumaczenia. Na Zarządzie w Krakowie zapytałem dlaczego rok przed igrzyskami w Rio nie wysłaliśmy na 2-3 tygodnie do Brazylii chociażby części reprezentacji, w terminie w jakim miały odbywać się zawody pływackie na igrzyskach, żeby zobaczyć jak zawodnicy zareagują na zmianę strefy czasowej, klimatu, godzin startu itd. Odpowiedziano mi, że był taki eksperyment przed Igrzyskami w Pekinie i niewiele to dało. Tylko ktoś zapomniał, że Pekin jest w odwrotną stronę niż RIO! My eksperymentowaliśmy na naszych zawodnikach dopiero na miejscu, na igrzyskach.

 

Czyli znowu ktoś wiedział lepiej?

 

No tak. Jak mówiłem wcześniej było bardzo mało dyskusji na tematy szkoleniowe, merytoryczne. Kiedy zacząłem sugerować Pawłowi, że powinniśmy może mieć w polskim pływaniu większe wsparcie fachowców z innych dziedzin: fizjologii, biomechaniki, psychologii, przygotowania motorycznego, dietetyki czy suplementacji nie było na to również żadnego odzewu tylko pytanie skąd wziąć na to pieniądze… A ja przez 4 lata nie słyszałem, żeby PZP narzekał na brak środków finansowych, a minimalne wsparcie kadra miała dopiero na zgrupowaniach. To moim zdaniem za mało.

 

A skąd u Pana takie pomysły?

Z doświadczenia z innych dyscyplin. Czy pamiętacie Państwo najlepsze czasy w skokach narciarskich? Czasy Adama Małysza? Trener Tajner dobrał sobie do zespołu psychologa Jana Blecharza, fizjologa Jerzego Żołądzia, była pani dietetyk od bułki i banana, byli biomechanicy, byli fachowcy z Instytutu Lotnictwa, którzy analizowali aerodynamikę. Apoloniusz Tajner potrafił czerpać z wiedzy innych. Jego drogą poszedł Łukasz Kruczek, który ściśle współpracował np. z fachowcami z naszej katowickiej AWF od siły i mocy, mieli tysiące różnych pomiarów i potem pojawiły się fantastyczne wyniki Kamila Stocha oraz całej drużyny. Inna kadra narodowa, czyli biathlonowa, współpracowała ściśle z naszymi fachowcami od przygotowania wydolnościowego, wprowadzili nowe bodźce w postaci komory hipoksyjnej, co zaowocowało 4 medalami mistrzostw świata! Tego nie było nigdy wcześniej! Zresztą przykładów jest na pęczki. Nam w PZP nie zależało na żadnym wsparciu. Na potwierdzenie podam jeszcze jeden przykład. Na jednym z Zarządów dr Piotr Makar, adiunkt w Zakładzie Pływania z gdańskiej AWF zaproponował trenerowi Gęgotkowi rozważenie możliwości wprowadzenia do treningów komory hiperbarycznej, jako nowości i nowego bodźca. Trener odpowiedział, że na półtora roku przed igrzyskami żadnych eksperymentów nie będzie. Ale eksperymentowanie z godzinami treningów w RIO na 2 tygodnie przed startem było jednak dopuszczalne… Schizofrenia?

 

To na koniec jeszcze jedno pytanie. W jakich barwach widzi Pan przyszłość polskiego pływania?

Na tą chwilę trudno powiedzieć. Ponieważ jednak ja na ogół jestem optymistą, to wierzę, że te najbliższe wybory wyłonią takich ludzi którzy będą rzeczywiście pracować na rzecz tej pięknej dyscypliny. Bo mamy coraz lepszą bazę, jest sporo basenów 25-ciometrowych, powstają kolejne 50-tki. Mamy wielu doskonałych szkoleniowców, jestem przekonany również, że nasi pływacy nie są mniej utalentowani od swoich kolegów z Węgier czy innych krajów europejskich. Jest cała rzesza zaangażowanych działaczy i rodziców. Tylko trzeba mieć plan jak to wszystko zagospodarować, jak uczyć naszą młodzież profesjonalizmu, którego nam Polakom bardzo często brakuje, jak wydobyć entuzjazm, pozytywne myślenie i chęć do ciężkiej pracy. No i na czele Polskiego Związku Pływackiego powinien stanąć człowiek, który będzie mógł zintegrować środowisko, zaprosić do współpracy wszystkich którzy chcą dobra i rozwoju polskiego pływania, bez względu na to na kogo zagłosują na zjeździe w Spale. Który będzie umiał łączyć, a nie dzielić. I znowu podam przykład. Kiedy na portalu społecznościowym poparłem waszą inicjatywę i grupy wybitnych polskich trenerów w sprawie programu pływania na najbliższe 8 lat, zostałem przez Kazimierza Woźnickiego i Jana Kuczkę mocno skrytykowany za moją postawę. Więc zapytałem tylko czy koledzy Albiński, Drozd, Hampel i ich zespól to dalej przedstawiciele naszego środowiska czy to już są banici? Czy powinniśmy z takimi osobami współpracować czy mamy ich ignorować? No i zapytałem czy mam jeszcze ciągle prawo wypowiadać się w sprawach które są dla mnie i dla pływania ważne. Środowisko jest bardzo podzielone i jego zjednoczenie będzie bardzo trudne. Ale jeśli komuś to się uda będzie miał pierwszy sukces. I jeszcze jedno. Chciałbym, aby na czele PZP stanął człowiek, który w pierwszej kolejności będzie dbał o zawodników, szkolenie, atmosferę itd., a nie będzie najpierw patrzył na własne korzyści i profity. To już przerabialiśmy przez ostatnie 4 lata, a co z tego wyszło widzieliśmy niestety na Igrzyskach Olimpijskich w RIO. Może niech przyszłemu Prezesowi przyświeca motto Prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedego, sprzed 55 lat, który w swoim pierwszym przemówieniu powiedział: „Nie pytaj co Twój kraj może zrobić dla Ciebie, ale zapytaj co Ty możesz zrobić dla swojego kraju”. To może pokusimy się o sparafrazowanie tego tekstu i zaproponujemy: „Nie pytaj co Ty możesz otrzymać od polskiego pływania, ale zapytaj siebie co Ty możesz dać polskiemu pływaniu”?

 

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Nowak

 

Inne artykuły o sytuacji w polskim pływaniu:

 

 

 

Wypowiedz się:

KlubbenFit

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This