Dziewczyny z Krakowa

Agata Magner, Wioletta Orczykowska, Zofia Wilczek i Martyna Żarłok. Piękniejsza część zespołu Jordana Kraków, podwójne złote medalistki w sztafecie na OOM w Ostrowcu Świętokrzyskim. Dla swimportal.pl „przerywają” na chwilę swoje wakacje, aby opowiedzieć o swoim klubie, planach i o tym… co zabrałyby ze sobą na bezludną wyspę! 

Dziewczyny, jak wygadało Wasze życie przed przeprowadzką do Krakowa…   

Wiola Orczykowska: Pływanie trenuję 8 lat. W trzeciej klasie szkoły podstawowej rozpoczęłam przygodę z pływaniem jeszcze w Lublinie. Po przeprowadzce w czwartej klasie rodzice zapisali mnie na dalszą naukę pływania, a następnie zapisali do klubu MKS STP Nowy Sącz, gdzie trenowałam przez trzy lata z trenerem Robertem Lorą. Po otwarciu nowego basenu w Limanowej zostałam zawodniczką KS Limanowa-Swim, gdzie trenowałam również z trenerem Robertem Lorą. W trzeciej klasie gimnazjum rozpoczęłam naukę w SMS Kraków, ponieważ był najbliżej mojego domu rodzinnego i miałam tam lepsze warunki do trenowania oraz wiedziałam że jest tam fajna grupa zawodników i trenerów. Obecnie, od maja, jestem zawodniczką MKS Jordan Kraków. 

Martyna Żarłok: Pływanie rozpoczęłam w piątej klasie podstawówki w klubie sportowym h2o Jastrzębie, w mieście rodzinnym, gdzie moim trenerem był Pan Adam Koniarski. W gimnazjum podjęłam naukę w Radlinie i tam należałam do klubu K.S. Górnik Radlin. W gimnazjum miałam treningi indywidualne z trenerem Wojciechem Szulcem. Do Krakowa chciałam iść od zawsze, ponieważ ma najlepsze warunki. Internat, basen i szkoła są w jednym budynku. Szkoła również jest na dobrym poziomie, a na tym najbardziej mi zależało.

Zofia Wilczek: Moje życie przed Krakowem było zupełnie typowe, głównie przez to, że nie trenowałam pływania. Wróciłam po prawie 4 latach przerwy od tego sportu, pod koniec marca 2014 roku. We wrześniu już byłam w Krakowie. Wtedy to była zabawa, dopiero kiedy okazało się, że po tych 3 miesiącach treningu udało mi wrócić na całkiem przyzwoitą pozycję w moim roczniku, zaczęłam myśleć o tym bardziej na poważnie. Kraków podpowiedział mi kolega, który tam do niedawna trenował. W Warszawie nie udawało mi się połączyć trenowania w klubie MKS Piaseczno z normalnym, warszawskim liceum. Przeważyło to, że krakowski SMS ma stosunkowo dobry poziom nauczania w szkole.

Agata Magner: Ja swoją przygodę z pływaniem rozpoczynałam w klubie GOSiR Piaseczno. Rodzice zaprowadzili mnie na naukę pływania, ponieważ jak duża część pływaków, w dzieciństwie miałam problemy z kręgosłupem. Na zawodach szkolnych zajęłam 3 miejsce na 25m grzbietem i dostałam zaproszenie do sekcji. Podczas pięciu lat trenowania w Piasecznie miałam trzech trenerów : Małgorzatę Michalską, Gabriela Turczyńskiego oraz Janusza Jakubczaka, których serdecznie pozdrawiam, jeśli czytają ten wywiad!  

Wczesna wyprowadzka z domu wymaga samodyscypliny, wyjątkowego zachowania rozsądku? 

Agata Magner: Wyprowadziłam się z domu mając 14 lat, więc na pewno rodzice wymagali ode mnie samodyscypliny. Z tego co pamiętam, raczej nie sprawiałam problemów wychowawczych. Podczas pierwszego roku mieszkania w internacie dosyć często wracałam do domu (zazwyczaj co 2-3 tygodnie), więc rodzice mieli nade mną trochę kontroli. 

Martyna Żarłok: Na pewno tak, po wyprowadzce z domu szybko się tego nabywa, bo jesteśmy do tego zmuszeni 

Wiola Orczykowska: Jak najbardziej. Wczesna wyprowadzka z domu wymaga samodyscypliny i zachowania rozsądku, ponieważ trzeba liczyć na siebie, nie ma rodziców, którzy nam pomogą i doradzą tak jak robili to do tej pory. 

Zofia Wilczek:  W moim przypadku wyprowadzka nie była taka wczesna. Przeprowadziłam się do Krakowa mając  16 lat, do 2 klasy liceum. Wymagało to zmiany „obyczajów”, usamodzielnienia, ale jakoś znaczących zmian nie było. Może dziewczyny, które zamieszkały w internacie wcześniej bardziej to odczuły. 

W wywiadzie z zawodniczkami z Oświęcimia pytałam je czy Oświęcim był dla nich domem czy tylko ośrodkiem treningowym. Nie mogę nie zapytać Was o to samo. Traktujecie Kraków jak „swoje miasto” czy jedynie miejsce treningów i nauki? 

Martyna Żarłok: Ciężko nie uważać Krakowa jako swojego domu, mieszkając w nim cały rok. Oczywiście jest to miejsce treningów i nauki, ale to tutaj spędzamy każdy swój wolny czas, tutaj mamy znajomych, miejsca w które udajemy się w wolnych chwilach. Traktuje Kraków jako swój drugi dom 😉 

Agata Magner: W ciągu ostatnich dwóch lat znacznie ograniczyłam wyjazdy do domu. Czasem jest to raz na miesiąc, czasem jeszcze rzadziej, więc w Krakowie spędzam dużo więcej czasu niż w domu. Po drugie Kraków jest pięknym i dużo większym miastem niż „moje” Piaseczno. W Krakowie nigdy nie można się nudzić. Dom też jest tam, gdzie możemy się spotkać ze znajomymi po lekcjach. Od mojej wyprowadzki minęły 4 lata i kontakt z ludźmi z poprzednich szkół się urwał, więc w Piasecznie praktycznie nie mam kolegów, a w Krakowie przeciwnie. Tak więc uważam Kraków za swój drugi dom, a nie jedynie miejsce nauki i treningów. 

Zofia Wilczek: Kraków jest tylko miejscem treningowym. Przyjemne miasto, ale to Warszawa na zawsze będzie moim domem. 

Wiola Orczykowska: Kiedy przyszłam do Krakowa, do 3 gimnazjum, ciężko mi było opuścić dom rodzinny i przyzwyczaić się do życia po za nim. Nie było łatwo. Jednak po jakimś czasie osoby z którymi się przebywa stają się naszą rodziną, a miejsce w którym przebywamy to nasz drugi dom. 

Wiem, że w życiu pływaków termin „czas wolny” to głównie 5min między przejściem z szatni na basen i basenem do szkoły 😉 Jeśli jednak już znajdzie się wolna niedziela i nie jedziecie do domu rodzinnego, jak ją spędzacie? 

Wiola Orczykowska: Jeżeli już mamy wolną niedzielę to wykorzystujemy ją na to aby w końcu odpocząć i spędzić ją mile i przyjemnie. Wyjście na miasto i spotkanie się ze znajomymi, obejrzenie filmu 

Agata Magner: Wolne niedziele to czas na relaks, taki jak wycieczki, wyjścia do kina i spotkania. Czasami jednak trzeba się poświęcić obowiązkom, trochę się pouczyć albo posprzątać w pokoju, czego ja osobiście nie lubię 😀 

Zofia Wilczek: Każdą wolną chwilę (faktycznie wiele ich nie ma) staram się spędzać na zajęciach z rysunku, jeśli nie, to czytam lub spędzam czas z chłopakiem lub znajomymi. 

Martyna Żarłok: Czas wolny spędzam na nauce, ponieważ w tygodniu nie mamy na to za wiele czasu, ale zawsze znajdzie sie czas na wyjście ze znajomymi do kina, na spacer, cos przekąsić. Kraków to piękne i duże miasto. Zawsze jest co robić. 

Po dwóch rundach Ligii Szkół Mistrzostwa Sportowego zajmujecie pierwszą lokatę. Czy dla ucznia SMS ten cykl zawodów jest taks samo ważny jak Mistrzostwa Polski? 

Zofia Wilczek: Dla mnie liga jest nawet ważniejsza, sama atmosfera i zintegrowanie zawodników na ten czas jest niesamowicie motywujące do osiągania coraz lepszych wyników, nie dla siebie, lecz dla szkoły. Na mistrzostwach nie ma tego odczucia. 

Martyna Żarłok: Myślę, że liga ma swój urok, którego mistrzostwa nie posiadają. Na lidze każdy jest jednością, nie ważne są starty indywidualne, bo walczysz dla całej grupy. Mnie liga dostarcza adrenalinę, która napędza wszystkie starty.
Uważam, że liga najbardziej pokazuje zgranie całego SMS KRAKÓW, dlatego jest bardzo zbliżona do Mistrzostw Polski. 

Wiola Orczykowska: Ja również myślę że dla ucznia SMS ten cykl jest tak samo ważny jak Mistrzostwa Polski. Albo czasem nawet ważniejszy. 

Agata Magner: Liga SMS to takie zawody, na których dwa razy w roku uczniowie tworzą prawdziwą drużynę. Na basenach jest wtedy niesamowicie głośno, słychać okrzyki i kibicowanie, ponieważ każdy punkt się liczy. Mistrzostwa są miejscem na skupienie się na swoich startach, dlatego ciężko jest te dwie imprezy porównać. Trenerzy zawsze starają się żebyśmy wypadli jak najlepiej, jednak to Mistrzostwa Polski są główną imprezą. Pomimo tego, że nie przygotowujemy się specjalnie do ligi, często udaje nam się uzyskiwać dobre wyniki dzięki wielkiemu dopingowi drużyny. 

W zakończonej w Ostrowcu Świętokrzyskim OOM spisałyście się znakomicie, zdobywając dwa złote i jeden brązowy medal w sztafecie. Oba złota wywalczyłyście po walce do ostatnich metrów z Zespołem Śląska WROCŁAW. Medale zdobyte drużynowo cieszą bardziej niż indywidualnie?

Zofia Wilczek: Ostatnie indywidualne medale zdobyłam mając  12 lat, kiedy „kończyłam karierę”, więc nie wiem czy bardziej, wiem tylko, że cieszą bardzo, bardzo. 😛 

Wiola Orczykowska: Dla mnie jest ważny medal- ten zdobyty w sztafecie jak i indywidualnie. Cieszy mnie każdy, nie ważne czy to złoty, srebrny czy brązowy. Wiadomo w sztafecie jest czasami większy stres, bo chodzi o całą drużynę, żeby spisać się jak najlepiej i nie zawieść koleżanek czy kolegów. 

Agata Magner: Złote medale, które zdobyłyśmy na OOM mnie osobiście cieszyły bardziej niż ten zdobyty indywidualnie z kilku powodów. Startując 200 grzbietem, bardziej liczył się dla mnie czas jaki uzyskam niż medal. Oczywiście cieszyłam się, że udało mi się zdobyć złoto, jednak z czasu nie byłam zadowolona. W sztafetach płynęłam na pierwszej i drugiej zmianie i po wyjściu z wody wszystkie dopingowałyśmy tę, która akurat płynęła. Największe emocje były na ostatniej zmianie, kiedy płynęła Wiola, w kraulowych sztafetach na ostatnich metrach ‘’wyrywała’’ złoto. Bardzo fajne jest stanie całą drużyną na podium. 

Martyna Żarłok: W sztafetach jest większa adrenalina, chęć „dania” z siebie ostatnich sił, mnie sztafeta dodatkowo motywuje, bo płynę też dla dziewczyn. Oba medale cieszą podobnie, ponieważ indywidualnie wiesz, ze sam zapracowałeś na medal, a sztafeta to jednak zgranie całej drużyny, bez dziewczyn nie dałabym rady 🙂 

Dla trzech z Was OOM w Ostrowcu to ostatnie rocznikowe Mistrzostwa w Waszej karierze, myślałyście o tym w czasie zawodów?  

Martyna Żarłok: Na każdych mistrzostwach dajemy z siebie wszystko. Trochę szkoda, że były to ostatnie mistrzostwa rocznikowe, ale z drugiej strony cztery BPS’y w roku były bardzo męczące, a teraz trzeba skupić się na przygotowaniu do matury:) 

Wiola Orczykowska: U mnie pojawiła się raczej radość, że nie będziemy juz musieli trenować w lipcu i będą dłuższe wakacje. Dałyśmy z siebie wszystko do ostatnich metrów na OOM i jesteśmy z tego bardzo zadowolone. Ale jest też druga strona tego medalu. Będzie nam trochę brakować tej atmosfery, która panuje na MP. 

Agata Magner: Ostrowiec Świętokrzyski jest symbolicznym miejscem, ponieważ po 6 latach od rozegrania naszych pierwszych mistrzostw w 2009 roku, wróciliśmy, żeby zakończyć naszą juniorską karierę. Było to dla mnie dodatkową mobilizacją do zaprezentowania się z jak najlepszej strony. Żalu, że to koniec, raczej nie było. Od nowego roku będziemy startować w kategorii młodzieżowców. 

Agata, Martyna- pytanie do Was. Obie pływacie grzbietem, obie jesteście czołowymi grzbiecistkami w swoim roczniku. Przyjaciółki czy rywalki?;)

Martyna Żarłok: Z Agatą mieszkamy razem w pokoju, od rozpoczęcia liceum. Na co dzień przyjaciółki. Każdą wolną chwile spędzamy razem, nawet teraz w wakacje, mamy  codzienny kontakt. W czasie wyścigu – rywalki. 

Agata Magner: Na co dzień zdecydowanie przyjaciółki. Tak samo podczas ligi SMS. Tam, pomimo, że pływamy tym samym stylem, rywalizujemy z dziewczynami z innych szkół, nie między sobą. Inna sprawa to dystans, który wolimy. Ja lepiej czuję płynąc 200m, Martyna-100.

Pływacie Wszystkie w tej samej grupie treningowej? U tego samego Trenera? 

Martyna Żarłok: Ja, Agata i Wiola pływamy w głównej grupie treningowej pod trenerem Robertem Brusem. 

Zofia Wilczek: Ja trenuję w innej grupie niż reszta dziewczyn. Przez pierwsze kilka miesięcy trenowałyśmy razem, ale w ich grupie było mi, po tych 4 nieprzetrenowanych latach, zwyczajnie za ciężko. Do OOM-ów trenowałam z trenerem Benedyktem Twardoszem i Łukaszem Balickim. Jak będzie od września- nie wiem. 

Miałyście taki moment w karierze, kiedy chciałyście rzucić czepek w kąt, spakować swoje rzeczy i pożegnać się z pływaniem? 

Agata Magner: Takich momentów miałam bardzo dużo. Często się poddawałam zamiast spróbować kolejny raz i nie umiałam się pogodzić z porażkami. Teraz wiem, że jeden, dwa czy nawet pięć nieudanych startów to nie koniec świata. 

Zofia Wilczek: Niestety nie tylko chciałam rzucić to w kąt, ale i to zrobiłam, mimo protestów całego otoczenia. Uparłam się, że nie będę trenować. A u mnie „nie” to „nie”.  Całe szczęście zmieniłam zdanie po zawodach szkolnych, w których wyciągnęłam sztafetę z ostatniego na trzecie miejsce, a indywidualnie na 50 kraulem (na długim) popłynęłam poniżej 30 sekund. Niby nic spektakularnego, ale uznałam: „że, nie jest tak źle” i wróciłam. Lepiej późno niż wcale.  

Wiola Orczykowska: Tak, miałam takie momenty kiedy pojawiał się kryzys i chciałam skończyć pływać. Ale mimo to nie poddawałam się i walczyłam o to, aby nie skończyć pływać, ponieważ wydaje mi się że to by była najgorsza decyzja jaką bym mogła podjąć w tamtym momencie. 

Martyna Żarłok: Oczywiście, były takie momenty. Myślę, że każdy je ma. Jednak bez pływania nie byłabym sobą, ten sport jest częścią mnie. I dzięki niemu jestem teraz tam gdzie jestem i poznałam tak wspaniałych ludzi. 

Dziewczyny, sprawdźmy jak dobrze się znacie, jak myślicie, jaką jedną rzecz zabrałyby ze sobą Wasze koleżanki na bezludną wyspę 

Wiola Orczykowska: Ja zabrałabym ze sobą moją siostrę, z nią nie da się nudzić. Hmm.. Agata zabrałaby zapewne ze sobą Nikolę Petrykę, bez której nie może żyć 🙂 Martyna zabrałaby mp3, a Zofia wzięła by ze sobą przyjaciółkę. 

Agata Magner: Ja zabrałabym czekoladę, Zosia na pewno aparat, Martyna coś do słuchania muzyki, MP3 albo telefon, a Wiola telefon.

Martyna Żarłok: Nie mam pojęcia, myślę ze Agata czekoladę, bo to jej małe uzależnienie, Zosia zapewne aparat, kocha robić zdjęcia, a tam miałaby dużo czasu, Wiola, myślę, że zabrałaby ze sobą telefon, a ja ? Mp3, żeby móc słuchać dobrej muzyki J

Zofia Wilczek: Dziewczyny pewnie komórkę z dostępem do internetu, Agata i Martyna może jeszcze pełny zestaw do makijażu. 😛 Ja bym wzięła albo kindla z pamięcią pełną książek, albo łódkę, żeby wrócić do cywilizacji. 

Wiola, Agata, Martyna, przed Wami klasa maturalna. Jakie macie plany w związku ze studiami i dalszą karierą sportową?   

Zofia Wilczek: Tak się składa, że poszłam rok wcześniej do szkoły, więc „stety niestety” też zaczynam we wrześniu klasę maturalną. Czy będę kontynuować pływanie nie wiem. Jeśli uda mi się pogodzić ze studiami na wydziale wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych to będę, jeśli nie, to nie. Trudno, z dwojga złego wolę poświęcić sport, raczej nic spektakularnego już w nim nie osiągnę, więc wolę się poświęcić studiowaniu. Ale z pływaniem kontaktu na bank nie utracę.  

Wiola Orczykowska: Ja jeszcze nie wiem dokładnie co zamierzam studiować. Mam kilka pomysłów, myślałam nad tym żeby zostać fizjoterapeutką albo trenem. Ale do tego mam jeszcze dużo czasu. A w jakim klubie będę trenować- tego to nie wiem. 

Martyna Żarłok: Jeszcze nie mam jakiś konkretnych planów. Nie chce o nich na razie mówić J

Agata Magner: Na razie chcę skupić się na nauce do matury i dobrym przygotowaniu do Mistrzostw Polski, a co będzie dalej, to się okaże. Planuję jednak nadal łączyć naukę z pływaniem.

Zosia, wiemy, że Twoją wielką pasją jest fotografia. Z każdych zawodów przywozisz „tony” zdjęć, którymi cieszy się później cała Polska. To jedynie zabawa, czy może chciałabyś „pójść” również poza wzornictwem w stronę fotografii po ukończeniu liceum? 

Zofia Wilczek:  Fotografia to hobby, na którym czasem sobie dorabiam. Na poważnie raczej się tym nie będę zajmować.  

Martyna Żarłok: Zosi zawdzięczamy ogrom pięknych zdjęć, za które bardzo dziękujemy:)

W imieniu portalu życzę Wam udanych wakacji, dużo odpoczynku i samych sukcesów w nowym sezonie- zarówno tym sportowym jak i naukowym!

Anna Czarnacka

Wypowiedz się:

KlubbenFit

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This