Choć przygodę z pływaniem skończyła kilka lat temu wciąż uważa się za pływaczkę. Karolina Łukasiewicz, kiedyś zawodniczka Polonii Warszawa, delfinista, kraulistka, sprinterka, medalistka MP juniorów, piękna Kobieta z duszą fighterki. O Karolinie można powiedzieć wiele, ale najcenniejsze jest to, co sama opowiedziała o sobie…
Zapraszam do wywiadu o najpiękniejszych momentach z lat treningów Karoliny oraz o tym co wspólnego ma życie w wodzie z życiem w chmurach…

Anna Czarnacka Przypomnij w jakich latach trenowałaś pływanie, w jakim klubie i kto był Twoim trenerem?

Karolina Łukasiewicz To było już tak dawno  🙂 trenowałam właściwie przez całą podstawówkę, gimnazjum i liceum, a potem już bardziej rekreacyjnie, ale wciąż z wielkim zapałem na studiach w sekcji AZS UW. Wcześniej pływałam na warszawskiej Polonii a moim trenerem był Ireneusz Rowiński.

A.Cz. Zawodnicy spędzają z trenerami bardzo dużo czasu. Częste wyjazdy, obozy, zawody. Jakie były Twoje relacje z trenerami? Byli dla Ciebie jedynie szkoleniowcami czy może kimś więcej?

K.Ł. Myślę że miałam dużo szczęścia bo trafiłam na najfajniejszego trenera jaki mógł się kiedykolwiek przytrafić. Jest to niezwykle ważne aby mieć dobry kontakt ze swoim trenerem bo inaczej żadnych osiągnięć z tego nie będzie. Trener Irek oprócz świetnych i bardzo profesjonalnych treningów które układał był również mega pedagogiem, któremu mogłam zaufać i wyżalić się. Oczywiście nie zawsze było tak kolorowo, nie raz zdarzyło sie nam pokłócić ale uważam że dla zdrowia psychicznego czasem tak trzeba 🙂

A.Cz. Jako juniorka zdobywałaś medale Mistrzostw Polski. Indywidualnie – srebrne i brązowe, drużynowo często sięgałyście po złote medale w sztafecie 4x100m stylem zmiennym. Domyślam się, że złoty medal zdobyty w wyścigu indywidualnym był Twoim niespełnionym marzeniem?

K.Ł. Medale były dla mnie zwieńczeniem ciężkiej pracy i wysiłku. Skoro złota nie było to może mój wkład w treningi był za mały ;). A tak serio, o sukcesach trzeba marzyć i w nie wierzyć a wtedy wszystko staje się możliwe. Z wielkim sentymentem wspominam nasze złote sztafety, bo w sporcie dla indywidualistów, zdobywać medale grupowe to jest dopiero coś. Czułyśmy się jak jedna rodzina, a do tego jaka zdolna rodzina! Fajnie było wtedy patrzeć na naszych rodziców którzy dopingowali całą naszą złotą czwórkę.

A.Cz.
A który ze zdobytych medali był dla Ciebie najważniejszy?

K.Ł. Hmm… Chyba ten pierwszy. Srebro na MP 13latków w Puławach. Taki medal daje powera i wiary w siebie. Dawno nie wspominałam tych czasów ale bardzo zapadły mi w pamięci. Fatalne warunki atmosferyczne. Przez trzy dni lał deszcz, a nad basenem unosiła się mgła. W tle muzyka Iglesiasa. Rodzice nieugięci – dopingowali z trybun. Mama nagrywała film z którego nie wiele co widać bo tak jej się ręce z nerwów trzęsły. Ale dumni byli niesamowicie, a to chyba było dla mnie najważniejsze.

A.Cz.
Kiedy myślisz o latach swojej kariery pływackiej jakie najpiękniejsze wydarzenie z tamtych czasów  przychodzi Ci na myśl ?

K.Ł. Wyjazd na zawody do Kostaryki. Miałam wtedy 13 lat. A dziś dwa razy tyle i ciągle to samo marzenie by tam wrócić i najlepiej zostać na zawsze.  Te zawody, z tego co pamiętam były o puchar Ameryki Środkowej, wiec nasza obecność była dość przypadkowa. A dla pozostałych zawodników byliśmy przede wszystkim egzotyczną ekipą i każdy chciał się z nami  fotografować.  Same zawody trwały 3 dni a w sumie spędziłam tam 2 tygodnie, głownie na treningach ale także na zwiedzaniu kraju. 5 chłopaków i 3 dziewczyny do tego trener Irek i kilkoro rodziców którzy towarzyszyli nam w wyprawie w nieznane. Przygód było nie mało, ale szczegółów zdradzać nie będę 😉  Po powrocie postanowiłam nauczyć sie hiszpańskiego i tak też zrobiłam.

A.Cz. Pamiętam Cię bardzo dobrze z czasów kiedy trenowałaś. Kiedy się poznałyśmy byłyśmy wtedy dziećmi. Trenerzy biegali za zawodnikami po basenie i kontrolowali czy się „grzeją”, nie zajadają batonikami przed startem, czy nie gadają z koleżankami zamiast koncentrować się na wyścigu. Ciebie wspominam jako „chodzącą koncentrację”. Stałaś z boku, sama, nikt Cię nie musiał pilnować. Nie dawałaś się „zagadywać”, wiedziałaś po co tam jesteś i co masz robić. Wydaje się, że już w wieku 12-13 lat podchodziłaś do pływania bardzo serio, dojrzale…

K.Ł. Hahahaha, to nie kwestia dojrzałości a charakteru. Jak już mam coś robić to tak żeby było to zrobione dobrze, inaczej szkoda na to czasu i wysiłku.

A.Cz. Dlaczego zakończyłaś swoja przygodę z pływaniem?

K.Ł. Może jeszcze kiedyś popływam w Mastersach, dlatego nie uważam że definitywnie skończyłam tą przygodę. Pływanie było całym moim życiem, to dzięki niemu jestem teraz taka jaka jestem i zawsze będę uważać się za pływaczkę. Pływanie to taka niekończąca się przygoda.

A.Cz. Opowiedz o tym czy zajmujesz się dzisiaj?

K.Ł. Za mój żywioł uważałam wodę. Ale okazało się że także w powietrzu niezłe sie odnajduje. Pracuje jako stewardessa w polskiej firmie czarterowej Enter Air. Analogicznie jak w pływaniu: ciężka fizyczna praca, ale i duża satysfakcja po męczącym rejsie. W pływaniu byłam indywidualistką a teraz liczy się praca zespołowa. Teraz moim zadaniem jest przede wszystkim dbanie o bezpieczeństwo i komfort pasażerów. Przy okazji dużo podróżuje i zwiedzam.

A.Cz. Nie jest tajemnicą, że aby zostać stewardessą trzeba zdać egzamin z pływania. Domyślam się, że na tym błyszczałaś wśród innych kandydatów? 😉

K.Ł. Rzeczywiście, miałam zajęcia na basenie, które sprawiały mi ogromną radość. Jednak to tylko niewielka część zajęć podczas całego kursu. Oprócz tego miałam ćwiczenia na symulatorze w Pradze, pierwszą pomoc, zajęcia z komunikacji, serwisu a także jak się malować. Nie ukrywam że z malowaniem się miałam trochę problemów, bo jako pływaczka raczej za dużo się nie malowałam 🙂 generalnie na kursie materiału było bardzo dużo a zajęcia intensywne.
Wracając do egzaminów na basenie. Nie lubię się wyróżniać i sie popisywać, krępuje mnie to. Dlatego nie wszyscy z mojej grupy wiedzieli że pływałam. A na naszym kursie, pływanie odbywało się głownie w kamizelkach. Ćwiczyliśmy wchodzenie z wody na trap, skakanie, holowanie ludzi, a także w jaki sposób zachować jak najwięcej energii i nie wyziębić organizmu czekając na pomoc. Nie wychylałam się przed szereg, bo po co.

A.Cz. Wielu pasażerów posiada błędny obraz życia stewardessy, zazdrości ciągłej możliwości darmowego zwiedzania. Tymczasem nie każda stewardessa lecąca do Paryża zobaczy wieżę Eiffla… Jak to jest tak naprawdę z tym Waszym zwiedzaniem?

K.Ł. Większość naszych rejsów to loty „tam i spowrotem”. Wychodzę rano z domu by polecieć np na Kanary i od razu wracam do Polski. Ale są oczywiście pobyty, także w Paryżu:) Jasne że zwiedzam i to dużo, ale tylko wtedy gdy jest na to czas. A i z tym to różnie już bywa.



A.Cz.
A jak wygląda „życie na pobycie”? Jak wyglądał i gdzie odbył się Twój najlepszy „pobyt”?

K.Ł. Nie potrafię długo usiedzieć w jednym miejscu więc dla mnie moja praca jest praca idealną. Z niecierpliwością czekam na kolejny grafik by sprawdzić gdzie tym razem będzie się toczyć moje „życie na pobycie”. Izrael, Sycylia a może Paryż? Ale najlepszy pobyt to 2 dni na malowniczej Islandii. Magiczne krajobrazy, gorące źródła, gejzery, wulkany. Sama chyba bym nie wpadła na to żeby tam pojechać. A dzięki mojej pracy, poleciałam, zobaczyłam i nikt mi tego nie odbierze.  Z dużym sentymentem wspominam także wyprawę na Etnę, wycieczkę po Starej Jaffie w Tel Avivie, wiecznie zieloną Maderę czy pobyt w Kraju Basków.

A.Cz. Czego załoga najbardziej nie lubi wśród zachowań pasażerów?

K.Ł. Pasażerowie są naprawdę fajni, a jeśli odwdzięczymy im się uśmiechem to nie ma na co narzekać. Czasem trzeba upomnieć żeby nie pili alkoholu, ale taka to już polska niespokojna dusza jest 🙂

A.Cz. Jakie jest Twoje największe marzenie związane z lotnictwem?

K.Ł. Być z nim związana jak najdłużej.

A.Cz. Zdarzyła Ci się jakaś niebezpieczna sytuacja podczas Twojej pracy? Jakiś moment kiedy miałaś „strach w oczach”?

K.Ł. Od tego jest kapitan wraz z pierwszym oficerem i swoją załogą, żeby dbać o bezpieczeństwo i komfort pasażerów a naszą rolą jest nie dopuścić do niebezpiecznych sytuacji. Samolot to najbezpieczniejszy środek transportu, także nie ma się co bać, tylko zakochać się w lataniu, tak jak zrobiłam to ja 🙂

A.Cz.
Karolina, dziękuję za udzielenie wywiadu i w imieniu redakcji życzę spełnienia marzeń (nie tylko w chmurach)! 😉

 

Anna Czarnacka

Wypowiedz się:

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This