Paweł Korzeniowski

Nikola Bochyńska: Jak wygląda Twój standardowy, pływacki dzień?

Paweł Korzeniowski: Zazwyczaj wstaje na trening na godzinę 6,  wstaję o 5.20 i ruszam na basen. Pływam około 2 godzin, w zależności od kilometrów. Po treningu jem śniadanie i idę się przespać, by mieć energię na resztę dnia. Po południu szykuję obiad i na 18 mam kolejny trening. Czasem mam 3 treningi w ciągu dnia, basen wymiennie  z siłownią, zależy w jakim jestem cyklu przygotowawczym. W rezultacie można powiedzieć, że to standardowy dzień pracy, zajmuje mi to około 6 godzin dziennie.

– Niektórzy tej dyscyplinie zarzucają rutynę, ciągłe „pływanie od ściany do ściany”, te same treningi, konieczność wejścia 2 razy dziennie do zimnej wody. Jak się do tego odniesiesz? Jak udało Ci się przełamać tę powtarzalność przez tyle lat?

– Lubię treningi, gdy mamy konkretne zadania. Wtedy skupiam się na pływaniu pod względem cyklów, poprawiam każdy ruch, jestem bardzo świadomy swojego ciała. Na każdym treningu staram się poprawić kilka elementów, dlatego nie uważam, żeby było to nudne „pływanie od ściany do ściany”. Pływamy różnorodnie: czasem wytrzymałościowo, czasem krótkie dystanse, tzw. „czasówki”. Skupiam się maksymalnie i najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że kiedy pojawiają się wyniki na zawodach, cała monotonia znika. Trzeba sobie jakoś z tym radzić. Policzyłem już wszystkie kafelki na basenie, można powiedzieć, że znam każdą pływalnię na wylot. Czasem coś nucę i płynę przed siebie 😉 Bardzo pomagają również koledzy, którzy motywują do pracy.

– Czy zastanawiałeś się już nad zakończeniem kariery? Jaką drogę wybierzesz? Jak wielu byłych pływaków skupisz się na wychowywaniu nowego pływackiego  pokolenia?

Prawdopodobnie karierę będę kończył po Rio. Na razie jednak skupiam się głównie na tym, żeby się wyleczyć, bo to jest najważniejsze, muszę być  w 100% sprawny. Jestem jednak dobrej myśli. Na razie nie wybiegam w przyszłość, a później możliwe, że zostanę trenerem pływania. Treningi personalne to coś, co wydaje mi się najlepszą opcją.

– Czy nie myślisz już o pójściu na trenerską ścieżkę, założeniu własnej szkoły pływackiej?

Trenerska ścieżka, to droga, którą wybiera bardzo wielu pływaków. Skupię się chyba na edukacji dorosłych, bo to głównie nauka elementów i poprawa techniki najbardziej mnie interesują. Nie wiem czy potrafiłbym wytłumaczyć dzieciom wszystko od podstaw, od pływania z makaronem. Jednak we wrześniu biorę udział w bardzo fajnej inicjatywie szkoleniowej – projekcie „Trenuj z Mistrzami”, który ma odbyć się na Bielanach. Tam poprowadzę warsztaty w wodzie i będę pokazywał tajemnice stylu dowolnego dzieciom z całej Polski.

– Co według Ciebie daje pływanie i trenowanie jakiegokolwiek sportu? Czy gdybyś mógł wybrać dla siebie jakąś inną drogę, czym byś się zajął, co byś robił?

– Na pewno byłby to sport. Tym bardziej, że mój tato grał w piłkę nożną, moja mama pływała, moja babcia była gimnastyczką, mój dziadek pływał. Sportowa rodzina, jak widać miałem z kogo brać przykład. Jeśli bym nie pływał, pewnie grałbym w siatkówkę. Co według mnie daje sport? Wyrabia charakter, uczy samodyscypliny, punktualności. Choćby fakt codziennych porannych treningów i konieczność wstawania na nie sprawia, że człowiek wierzy, iż potrafi zrobić to, co sobie postanowił.

– Jak mały Paweł trafił na basen?

– Moja historia z pływaniem rozpoczęła się od wizyty u lekarza, który stwierdził, że mam krzywy kręgosłup, wystające żebra i że wyglądam jak wrak chłopca. Byłem bardzo chudy. Moja mama pływała i stwierdziła, iż będzie to dobre rozwiązanie na poprawę sylwetki. Jak widać, efekty przyszły wraz z latami przepłyniętymi w wodzie. To była najlepsza forma rehabilitacji, a przy tym pokochałem ten sport i tak już zostało.

– Jak Paweł Korzeniowski opisze siebie w kilku zdaniach?

Na pewno jestem uparty nigdy się nie poddaję. Cieszę się każdym dniem, cieszę się, że mogę pływać, ponieważ sprawia mi to frajdę.

– Przy okazji treningów bardzo dużo podróżujesz. Czy oprócz standardowych zajęć zostaje również trochę czasu na zwiedzanie? (Nie tylko basenów ;))

– W pływaniu i startowaniu w zawodach podróżowanie jest olbrzymim plusem.  Na zgrupowaniach, kiedy jestem gdzieś  2-3 tygodnie mam okazję zwiedzić nowe miejsca, poznać kulturę, nowych ludzi. Najpiękniejszy kraj, którym się zachwyciłem, to była Japonia. Mają najlepsze sushi na świecie 😉 Byłem tam kilka razy i robi na mnie olbrzymie wrażenie.

– Gdzie będzie Paweł za 5 lat?

– Chyba nie da się odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno będę trenerem, sam mam w planach trenować triathlon, ale mocno amatorsko. Głównie dla zdrowia, pasji. Na pewno nie chcę skończyć całkowicie ze sportem.

– Jak oceniasz swój start w Mistrzostwach Świata w Kazaniu? Jakie emocje towarzyszą Ci po wypadku?

– Z zawodów jestem bardzo zadowolony. Pobiłem 4 rekordy życiowe, pływałem najszybciej w swojej karierze, pobiłem swoje „życiówki”, aczkolwiek na 100 metrów delfinem mogłem popłynąć jeszcze trochę szybciej. Myślę, że cały pływacki team jest bardzo zadowolony ze swojego występu na Mistrzostwach, gdyż 90% zawodników zrobiło swoje rekordy życiowe. To były chyba jedne z najlepszych Mistrzostw w historii polskiego pływania.

– Czy masz jakieś konkretne założenia na Rio?

– Nie myślę o konkretnych czasach. Wiadomo, że mam wizję medalu, ale skupiam się na technice i codziennym treningu, ponieważ ciągłe myślenie o wyniku nie wpływa na mnie dobrze. Ważniejsza jest praca, nie wolno patrzeć, co będzie za rok. Wyniki przyjdą same, kiedy ciężko się trenuje.

– Co motywuje Cię do pracy?

– Osiągnięcia. Postęp. Nie ma nic lepszego dla zawodnika, jeśli są wyniki. Nie ma nic lepszego dla zawodnika, jeśli widzi swoje postępy. W sekundę zapominamy o tym, jak trudno było, jak bolało, jak było źle. Ile razy miało ochotę się to rzucić. To właśnie sukces działa motywująco.

Kto jest dla Ciebie motywatorem,  wzorem do naśladowania, sportowym, ale też życiowym?

Na pewno motywuje mnie fanklub, który jeździ ze mną na zawody i kibicuje. To daje dużą świadomość na starcie, że nie jestem sam, że oni trzymają za mnie kciuki. Jestem fanem Liverpoolu. Był tam jeden zawodnik – Steven Gerrard, który obecnie ma 35 lat i cały czas jest topowym zawodnikiem. To dla mnie inspiracja, aby być ciągle na tym samym dobrym poziomie, bo przecież inni też potrafią.

– Masz jakieś motto życiowe?

– Żyj chwilą. To chyba najlepiej oddające mnie hasło. Trzeba wykorzystywać każdy dzień do maksimum, nigdy nie wiadomo, co będzie jutro.

– Wszyscy martwią się o Twoją dyspozycję po operacji, czy możesz skomentować sytuację: jaki jest Twój stan zdrowia, co mówią lekarze, ile potrwa rehabilitacja, kiedy planujesz wrócić w pełni sił?

Tak naprawdę dowiem się wszystkiego za około 2 tygodnie, kiedy ściągną mi szwy i będę mieć konsultacje z lekarzem. Następnie rehabilitacja około 3 tygodnie. Powrót do wody pewnie dopiero za około 6 tygodni, może wcześniej. Najpierw mam plan treningowy na nogi, będę jeździł na rowerze, akurat rusza jakiś wyścig kolarski. Będę jeździł z chłopakami;)

– Największe „niepływackie” marzenie?

– Moje marzenia są głównie sportowe. Niesportowe, to wybudować dom. Duży dom z ogrodem. Sam 😉

– Co możesz przekazać młodym pływakom, jak ich zmotywować do dalszej pracy?

– Aby pracowały, nie poddawały się, nawet jeśli się nie uda jeśli noga się powinie. Mamy drugą i trzecią szansę. Czasem sukces przychodzi wcześniej, czasem później, potrzebny jest talent, ale to głównie ciężka praca prowadzi nas na szczyt.

– Jak sobie radzisz ze stresem? Nadal Ci się zdarza stres przed zawodami?

– Oczywiście. Stres także może działać motywująco. Pewien próg adrenaliny jest potrzebny, byle by nie przekroczyć pewnego poziomu. Ważne, żeby działał na nas pozytywnie, a nie paraliżująco. Przed startem słucham muzyki, staram się do maksimum zagospodarować sobie czas. Nie lubię czekać,  wtedy zaczyna się walka z myślami. Pomaga mi też rozgrzewka, rozmowy z najbliższymi. Ważne, żeby się skupić, wyciszyć.

– Jaki według Ciebie mieli wpływ Twoi rodzice na to, że pływasz, na to, gdzie jesteś w chwili obecnej?

– Wrzucili mnie do wody i kazali płynąć 😉 Jestem im wdzięczny za to, że jestem pływakiem. To trudny sport, ale są tego olbrzymie plusy. Wyjazdy, medale, nowe miejsca, ludzie. Robię to, co kocham i to dzięki nim, ponieważ zaprowadzili mnie pierwszy raz na basen i zawsze motywowali do dalszego treningu.

– Jakbyś oceniał na ten temat kondycję polskiego pływania? Czym różni się polskie pływanie od pływania światowego?

– Przełomowym momentem było zdobycie przez Otylię Jędrzejczak złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich. Od tego momentu zrobiliśmy olbrzymi postęp, powstało kilkanaście basenów, mamy bodajże 8 basenów 50 – metrowych w kraju, co jest bardzo dobrym wynikiem. Jeśli chodzi o siłownie,  z tym jest trochę gorzej, ale generalnie nie ma na co narzekać. Do Stanów jeszcze nam sporo brakuje.

– Czego można życzyć Pawłowi Korzeniowskiemu?

– Na pewno szybkiego powrotu do zdrowia:)

Załoga swimportal.pl życzy spełnienia marzeń i dziękuje za wywiad

Wypowiedz się:

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This