basen

Przedstawiam Państwu drugą część znakomitej książki napisanej przez jednego z Was, rodzica dzieci uprawiających sport. Wiele lat doświadczeń, zdobywania wiedzy, zaowocowało napisaniem te unikalnej pracy. Wielkie podziękowania dla Pana Marka za udostępnienie dla swimportal.pl !
( poniższy tekst nie przeszedł korekty, proszę wybaczyć zatem ewentualne błędy, zwłaszcza w interpunkcji)

  1. Dzieci, sport, pasja: Wstęp od redakcji
  2. Część I: Wstęp autora
  3. Część II: Trener – rodzic
  4. Część III: Nauka albo sport
  5. Część IV: Trzecia płaszczyzna rozwoju
  6. Część V: Motywacja – prawdziwe wyzwanie
  7. Część VI: Higieniczny tryb zycia, cz I
  8. Część VII: Węglowodany
  9. Część VIII: Tłuszcze
  10. Część IX: Białka
  11. Część X: Woda

 

DZIECI, SPORT, PASJA.

CZYLI

WYCHOWANIE PRZEZ SPORT

Marek Szwedzki

Część II

TRENER – RODZIC

 

Zawarta w tytule relacja jest bardzo istotna i ma znaczenie można powiedzieć priorytetowe. Powodów jest co najmniej kilka. Często nasze pojęcie o sporcie w ogóle, a także w wydaniu młodzieżowym czy dziecięcym wykreowały jakieś zdawkowe informacje ze środków masowego przekazu lub znajomi, którzy co dopiero zapisali swoje dzieci do jakiegoś klubu sportowego. Niewiele zazwyczaj wiemy o specyfice dziedziny jaką będzie uprawiał nasz milusiński. Oczywiście mam tutaj na myśli postrzeganie sportu od tzw. kuchni.

Trener jest zazwyczaj pierwszą osobą, z którą się kontaktujemy po podjęciu decyzji o wychowaniu naszego dziecka przez sport i z tej przyczyny jak gdyby z automatu staje się dla nas ogromnym autorytetem, choć jak się później przekonamy, nie zawsze jest to zgodne z prawdą.

Raczej rzadkością jest sytuacja kiedy osobiście znamy szkoleniowca, któremu powierzamy nasze dziecko rozpoczynając jego przygodę ze sportem. Zazwyczaj jest to osoba dla nas obca i musimy mu dać niejako kredyt zaufania czyniąc go współodpowiedzialnym za wychowanie młodego sportowca. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że po pewnym czasie wpływ takiej osoby na nasze pociechy będzie przeogromny.

Specyfiką programu szkolenia sportowego jest to, że z każdym kolejnym etapem zwiększa się obciążenia treningowe, a do tego potrzebna jest coraz większa ilość czasu. W konsekwencji nasze dziecko będzie przebywało z trenerem o wiele dłużej niż z nami, a co za tym idzie jego wpływ na nie będzie z biegiem czasu rósł.

Po pewnym czasie okaże się, że jest odwrotnie niż do tej pory było, znacznie większym autorytetem w ich oczach cieszy się trener niż rodzic. Dowiemy się, że to on ma rację i „wie lepiej”, w pierwszej fazie w sprawach dotyczących sportu, a z biegiem czasu prawie w każdej dziedzinie życia. Może to niektórych dziwić ale nie ma w tym mechanizmie nic niepokojącego, ogólnie mówiąc jest to normalne zachowanie i wynika z naturalnego procesu dorastania. Nie powinniśmy się tym zbytnio przejmować. Z czasem przekonamy się, że coraz częściej będziemy musieli dzielić się naszym autorytetem z innymi osobami, które nasze dziecko będzie spotykało na swojej drodze. Myślę, że chyba najlepiej jest po prostu zaakceptować tą sytuację, pozostać dla naszych dzieci przyjacielem, doradcą i starać się przenosić relacje z nimi na coraz to wyższe, bardziej dojrzałe poziomy.

Jednak z drugiej strony też nie możemy pozostać bierni i bezgranicznie ufać szkoleniowcom. Musimy zadbać o jak najwcześniejsze osiągnięcie porozumienia co do wychowawczych priorytetów.

Nie bez znaczenia jest także osobowość trenera, jego cechy charakteru i filozofia życiowa. Czasem się zdarza, że pod płaszczykiem znawcy tematu i człowieka mocno zaangażowanego w procesy szkolenia młodzieży, ukrywa się osoba niekompetentna, nieudolna, pozbawiona zasad moralnych i wykorzystująca pewne sytuacje dla własnych partykularnych interesów. Na takich ludzi musimy być szczególnie wyczuleni ponieważ skutki ich działalności, z całą pewnością przyniosą naszym dzieciom w perspektywie czasu tylko i wyłącznie szkodę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wyrosną wtedy z nich ludzie cechujący się podobnymi zasadami jak ich szkoleniowcy, a chyba byśmy tego nie chcieli?

W takich sytuacjach powinniśmy przeanalizować możliwość zmiany szkoleniowca, klubu czy ewentualnie zakończenie przygody ze sportem, choć byłoby to chyba jedno z najgorszych rozwiązań.

Wracając do tematu tego rozdziału nie chodzi o to by osobę trenera dokładnie inwigilować przed powierzeniem mu naszego dziecka. Jak wcześniej nadmieniłem, obdarzamy go kredytem zaufania. Sami zaś musimy się skupić na utrzymaniu z nim częstych kontaktów i ustaleniu, uporządkowaniu najlepiej na samym początku zasad, które określą podział płaszczyzn działania.

Trener musi być partnerem w procesie wychowawczym, a nie wykonawcą naszych żądań i oczekiwań. Niedopuszczalne jest przyjmowanie postawy roszczeniowej ale też nie można popadać w skrajności i powierzyć los naszych dzieci innym osobom, obdarzając ich bezgranicznym zaufaniem.

Musimy mieć także świadomość, że w świecie sportu dziecięco –  młodzieżowego działa obecnie pewien raczej niekorzystny z punktu widzenia rodziców mechanizm. Trener jako osoba podlegająca i finansowana przez różne instytucje ( zarządy klubów, urzędy gmin itp.), jest przez nie rozliczana przede wszystkim z wyniku sportowego. Bardzo często ilość medali, pucharów czy tytułów mistrzowskich decyduje o sposobie jego podejścia do pracy, a w konsekwencji do procesów kształtowania osobowości młodego sportowca. Niestety bardzo często dzieje się tak, że wynik sportowy determinuje myślenie i działanie trenerów. Brakuje wtedy tak niezbędnego elementu w procesie wychowawczym jakim jest cierpliwość.

Priorytetem stają się sukcesy sportowe, w dodatku osiągane we wczesnej fazie rozwoju, ponieważ można się wykazać przed władzami i otrzymać jakąś nagrodę czy premię za wyniki lub po prostu uzyskać możliwość dalszego uprawiania zawodu.

Problem jednak w tym, że młodzież często w takich sytuacjach wykorzystywana jest do osiągnięcia ich własnych celów. Nie myśli się o niej w sposób podmiotowy, a traktuje przedmiotowo, jako element do osiągnięcia doraźnych korzyści. Jest to bardzo niebezpieczny mechanizm, który doprowadza do degradacji moralnej, wyniszczenia organizmu po przez przetrenowanie i ma to niewiele wspólnego z kształtowaniem pozytywnej osobowości i z systematycznym podnoszeniem umiejętności czysto sportowych młodzieży.

Takie dzieci w wieku kilkunastu lat, kiedy to powinny z ogromną pasją i zaangażowaniem rozpocząć następny etap swojego sportowego rozwoju często mają już tego wszystkiego dosyć. Następuje tzw. efekt wypalenia i jest to można powiedzieć początek końca.

Rozpoczyna się wtedy lawina negatywnych i niepokojących zdarzeń, która kończy się zniechęceniem, rezygnacją i drastycznym obniżeniem samooceny młodego człowieka. Bardzo często rezygnują wtedy ze sportu w ogóle i odchodzą w poczuciu poniesionej porażki. Są przeświadczone, że zawiodły swoich rodziców, trenerów i całe środowisko. W rezultacie istnieje spora szansa, że  z takiego niedoszłego, a raczej niespełnionego sportowca, wyrośnie człowiek cechujący się małą wiarą we własne możliwości i umiejętności, co z kolei będzie miało bezpośredni wpływ na nieporadność w dorosłym życiu.

Dla nas to po prostu oznacza porażkę wychowawczą!

Nie dostrzegliśmy pewnych niepokojących symptomów w odpowiednim czasie. Oddaliśmy przyszłość naszych dzieci w ręce osób niekompetentnych i przypadkowych, którzy wykorzystali je dla własnych celów. Nie wolno nam do tego dopuścić!

Pamiętajmy abyśmy zawsze i na każdym etapie ich kariery sportowej, wykazywali ogromne zaangażowanie w kształtowanie harmonijnego i kompletnego rozwoju osobowości naszych pociech. Jest to ogromna odpowiedzialność spoczywająca na naszych barkach.

Rodzic musi spełniać funkcję podobną do pracy reżysera filmowego, który odpowiada za całokształt i końcowy efekt wysiłku wielu osób. Jedną z nich, i chyba najważniejszą jest trener. W naszym interesie, a właściwie w interesie naszego dziecka jest daleko idąca z nim współpraca.

Wyobraźmy sobie kształtowanie osobowości i charakteru naszego dziecka jak linię prostą biegnącą w jednym kierunku (rys 1). Osoby, które po drodze spotyka określmy jako linie, które się z nią przecinają, biegną obok lub na pewnych odcinkach się pokrywają. Trenera w tym wykresie obrazowałaby linia pokrywająca się na pewnym odcinku z linią rozwoju naszego dziecka.

Łatwo wyciągnąć bardzo ważny wniosek. Być może niektóre osoby ze środowiska trenerskiego to zbulwersuje ale trener i rodzice mają prawie zawsze różne cele. Oczywiście chodzi o cele końcowe dotyczące naszego dziecka. Dlatego też w tej sytuacji musimy skupić się na okresie kiedy to interesy jednych jak i drugich są zbieżne. Musimy mieć świadomość, że to my odpowiadamy, a także mamy obowiązek wychowania naszego dziecka na dobrego człowieka. Sport, a zwłaszcza osoba trenera mogą nam w tym bardzo ale to bardzo pomóc, jednak zależy to w dużej mierze od nas samych.

Myślę, że podstawą relacji trener – rodzic powinno być wzajemne zaufanie, szacunek, szczerość i świadomość tego co chcemy razem osiągnąć. Wydaje mi się, że poprzez częste kontakty i rozmowy należałoby bardzo konkretnie określić swoje zakresy kompetencji.

To jednak trener jest fachowcem od spraw sportu. Doskonale wie jakimi metodami wydobyć z młodego sportowca maksimum jego możliwości. Podkreśliłbym słowo możliwości. Cóż to oznacza?

Otóż ni mniej ni więcej jak to, że nikt nam nie zagwarantuje osiągnięcia mistrzostwa świata czy medalu olimpijskiego przez nasze dziecko. Dobry i świadomy trener doskonale zdaje sobie sprawę z tego że, poprzez uczciwy i ciężki trening może doprowadzić młodego człowieka do perfekcji ale tylko w granicach jego możliwości. Zupełnie inną sprawą jest jakie to przyniesie efekty w kwestii zdobyczy czysto sportowych. U jednych będzie to mistrzostwo olimpijskie, a u innych mistrzostwo województwa.

Musimy mieć świadomość tej sytuacji. Zapewni nam to rozsądne podejście do pasji naszych milusińskich.

Częstym zachowaniem szkoleniowców, którzy niekoniecznie mają uczciwe zamiary wobec nas, jest sztuczne wytwarzanie niezdrowej atmosfery wokół naszych dzieci. Mając na względzie bliżej nam nieznane własne interesy próbują wmówić zawodnikom i rodzicom, że jeżeli nasza córka czy syn zaangażują się w maksymalnym stopniu w pracę nad samodoskonaleniem, to bez problemu mogą zdobyć mistrzostwo kraju, europy czy świata.

Że dysponują wybitnym talentem, co często nie jest zgodne z prawdą, o czym doskonale wiedzą, i że tylko od ich pracy zależy czy wejdą na wyżyny czy też nie.

Często pod wpływem tych sugestii dajemy się wciągnąć wraz z dziećmi w wir pewnych zdarzeń, niosących za sobą podporządkowanie życia prawie całej rodziny jednemu tylko celowi. Nasze dziecko musi osiągnąć cel! I choć z góry wiadomo, że jest to nie możliwe, to my brniemy w pewne schematy i zdarzenia, ponosząc coraz to większe koszty by dojść do celu nieosiągalnego dla naszego dziecka.

Potem przychodzi moment, w którym zdajemy sobie sprawę, że zostaliśmy „wpuszczeni w kanał”. Często jest to tak daleko posunięte, że trudno wyjść z twarzą z takiej sytuacji. Niestety w większości takich przypadków nie potrafimy się do tego przyznać, nie tylko przed sobą ale i przed naszymi dziećmi, a przerwanie tego błędnego koła jest dla nas sytuacją co najmniej niekomfortową. Natomiast dla naszych dzieci może to stanowić ogromny problem natury moralno-etycznej, z którego wyjście może okazać się co najmniej bardzo trudne. Nagle zdaje sobie sprawę, że przez ostatnich kilka lat było oszukiwane przez swoich najbliższych i swoje autorytety.

Myślę, że w takich przypadkach powinniśmy swoją dumę schować gdzieś głęboko i po przez szczerą rozmowę przyznać się do popełnionego błędu i niedopatrzenia. Dzieci w takich przypadkach bardzo często nas zaskakują i reagują w sposób bardzo dojrzały, a nasz autorytet na pewno na tym nie ucierpi. Być może nie będzie musiało dojść do zakończenia przygody ze sportem, a efektem naszej postawy będzie uzdrowienie podejścia do sportu nie tylko przez nas ale przede wszystkim przez nasze dzieci. Dalej będą uprawiały swoją ulubioną dyscyplinę sportu ale w bardzo świadomy i mądry sposób.

Natomiast my będziemy mogli skupić się na prawidłowym postrzeganiu sukcesów sportowych  przez pryzmat ilości pracy, jaką trzeba włożyć w zdobycie medalu olimpijskiego czy też mistrzostw województwa.

Oczywiście na płaszczyźnie ekonomicznej, marketingowej i komercyjnej porównanie tych osiągnięć wychodzi zdecydowanie na korzyść mistrzostwa olimpijskiego. Ale jeśliby ten problem rozpatrywać w kategorii osiągnięć indywidualnych i osobowościowych, to rezultat może być zupełnie odwrotny. Często ktoś z bardzo przeciętnymi umiejętnościami aby osiągnąć lokalny sukces musi wykonać dużo więcej pracy aniżeli ktoś kto dysponuje talentem wybitnym i wystarczy minimum zaangażowania by zdobyć na przykład mistrzostwo Europy.

I właśnie na tym procesie pracy dla osiągnięciu zamierzeń, my rodzice powinniśmy się skupić.

Naszym zadaniem jest poznać konkretne cele wyznaczone dla naszych dzieci przez trenera, które są dostosowane do ich aktualnych możliwości, a potem przy nich być i pomagać im je zrealizować. Przy każdej nadarzającej się okazji powinniśmy ich doceniać i podziwiać za codzienny trud i pracę, którą muszą wykonać aby osiągnąć zamierzony cel.

Po pewnym czasie zrozumiemy, że prawdziwą istotą sportu nie są medale, puchary i tytuły mistrzowskie ale to co osiąga się przez codzienna ciężką pracę na każdym treningu i w każdej jego sekundzie. Zrozumiemy, że zwycięstwo na zawodach jest tylko tzw. „ usługą dla ludności „ dzięki której nasze dzieci zdobywają środki i możliwości do kontynuowania swojej pasji sportowej. Nagrody, gadżety są bardzo miłe ale ich wartość jest niewielka i przemijają bardzo szybko. To co jest naprawdę wartościowe i godne dalszych poświęceń pozostaje w nich. Cechy charakteru i osobowości, które nabywają podczas dążenia do realizacji celów sportowych są wartością uniwersalną i przydatną w dalszym życiu.

Tutaj trzeba zaznaczyć, że tej filozofii nie można przekazać dzieciom od razu, na początku ich drogi sportowej. Małe dzieci nie pojmą tego mechanizmu. Do tego muszą po prostu dorosnąć i przyjdzie taki moment, że to zrozumieją. Natomiast my wraz z odpowiedzialnym trenerem będziemy czuwać nad rozwojem prawidłowej sportowej osobowości.

Powtórzę jeszcze raz, żeby to osiągnąć, konieczne jest porozumienie i dokładne określenie płaszczyzn działania pomiędzy nami a trenerem. Mówiąc krótko trener jest od trenowania, a rodzic od wychowania.

My nie powinniśmy ingerować w metody szkoleniowe, natomiast jeżeli chodzi o sprawy wychowawcze, to my musimy mieć decydujące zdanie i nie wolno nam tej odpowiedzialności zrzucać na barki innych osób, przyjmując postawę roszczeniową.

Mogę wręcz zapewnić każdego, że jeśli uda się nam nawiązać zdrowe stosunki z trenerem naszego dziecka i jeżeli obie strony będą świadome swojej roli i odpowiedzialności, to w osobie takiego szkoleniowca znajdziemy przyjaciela i partnera do realizacji naszych celów wychowawczych. Natomiast największe korzyści odniesie nasze dziecko.

 

Przeczytaj też Dzieci, sport, pasja – część I

Wypowiedz się:

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This