love

Przedstawiam Państwu kolejną część, znakomitej książki napisanej przez jednego z Was, rodzica dzieci uprawiających sport. Wiele lat doświadczeń, zdobywania wiedzy, zaowocowało napisaniem te unikalnej pracy. Wielkie podziękowania dla Pana Marka za udostępnienie dla swimportal.pl!

  1. Dzieci, sport, pasja: Wstęp od redakcji
  2. Część I: Wstęp autora
  3. Część II: Trener – rodzic
  4. Część III: Nauka albo sport
  5. Część IV: Trzecia płaszczyzna rozwoju
  6. Część V: Motywacja – prawdziwe wyzwanie
  7. Część VI: Higieniczny tryb życia, cz I
  8. Część VII: Węglowodany
  9. Część VIII: Tłuszcze
  10. Część IX: Białka
  11. Część X: Woda

DZIECI, SPORT, PASJA.

CZYLI

WYCHOWANIE PRZEZ SPORT

Marek Szwedzki

 

MOTYWACJA – PRAWDZIWE WYZWANIE

Pewien chłopiec poszedł do ogrodu sąsiada na jabłka. Wszedł przez dziurę w płocie i z zadowoleniem zaczął zbierać owoce. W pewnej chwili zobaczył ogromnego psa, który z wyszczerzonymi zębami pędził w jego stronę. Z przerażeniem i bez zastanowienia rzucił się do ucieczki. Dobiegając do płotu, pokonał go jednym skokiem i znalazłszy się po drugiej stronie przebiegł jeszcze kilkanaście metrów. Obejrzał się za siebie. Pies ujadał za siatką, a on poczuł się bezpieczny. Wolnym krokiem począł oddalać się od sadu. Po chwili stanął, odwrócił się i w tym momencie dotarło do niego, że bez najmniejszych problemów przeskoczył płot, którego do tej pory nie był w stanie sforsować. Przecież on miał dwa metry wysokości!

Tą krótką historyjką chciałbym zobrazować temat następnego rozdziału. Cóż to jest motywacja, która wyzwoliła w chłopcu tyle siły i determinacji do pokonania przeszkody, z którą do tej pory nie mógł sobie poradzić.

Otóż jest to zespół pewnych procesów psychicznych i fizjologicznych wzbudzony pewną potrzebą, którą można nazwać celem. Procesy te poprzez pojedyncze bodźce zwane motywami wyzwalają pewne mechanizmy zachowań. Człowiek potrafi wtedy działać nawet w sytuacjach ekstremalnych, często bardzo skrajnych, nawet wbrew przyjętej logice, byleby tylko osiągnąć wyznaczony cel. W przytoczonej historyjce celem było ratowanie „własnej skóry”, natomiast motywem determinującym osiągnięcie tego celu był pies biegnący z wyszczerzonymi kłami. Oczywiście jest to sytuacja ekstremalna i może trochę dziwna ale zasada, która tutaj zadziałała doskonale obrazuje schemat działania procesu motywacyjnego, a także pokazuje nam, w bardzo uproszczony sposób ile można w tej dziedzinie osiągnąć.

Motywacja jest jednym z najważniejszych elementów szkolenia każdego sportowca lecz niestety zazwyczaj traktowanym bardzo powierzchownie. Często trudno jest nam zrozumieć, że młody człowiek posiadający nieprzeciętny talent w jakiejś dziedzinie sportu , nie wykazuje odpowiedniego zaangażowania do jego realizacji. Nie chce osiągnąć celów dla nas oczywistych, mając je w zasięgu ręki.

Musimy zdać sobie sprawę, że młodzi ludzie w zasadzie myślą zupełnie inaczej niż my. Żyją jakby na innym poziomie. Nie możemy wymagać żeby kilkunastoletnie dziecko postrzegało świat naszymi kategoriami. Po prostu nie posiada pewnego bagażu doświadczeń by te szanse dostrzec i mieć świadomość konieczności ich wykorzystania.

To dorośli, trenerzy i rodzice, posiadają tę świadomość i dostateczne doświadczenie by poprzez odpowiednią motywację pokierować rozwojem młodego sportowca.

Jeśli chodzi o rodziców, jest to chyba jedno z najtrudniejszych, jeżeli nie najtrudniejsze wyzwanie. Musimy zdać sobie sprawę, że motywacja jest procesem, który trwa praktycznie przez cały okres kariery sportowej. Utrzymanie jej na odpowiednim poziomie przez tak długi okres czasu, wymaga ogromnego wysiłku. Bezustannej obserwacji, kontroli nastroju i czuwania nad rozwojem mentalnym. Umiejętności wyczucia momentów słabości i rezygnacji, a także podjęcia odpowiednich działań w takich chwilach.

W tym rozdziale postaram się przedstawić kilka moich spostrzeżeń, obserwacji i sposobów radzenia sobie z pewnymi problemami, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że jest to dziedzina bardzo obszerna i trudna do zamknięcia w jakimś konkretnym schemacie. Przecież nie ma dwóch takich samych ludzi na świecie. Na każdego człowieka działają inne argumenty i każdy z nas potrzebuje innych bodźców do działania. Dlatego też powinniśmy dbać o to by nieustannie samemu się rozwijać w tej dziedzinie, starać się być kreatywnym i zdecydowanie reagującym rodzicem na różne niepokojące sygnały.

Jednak na początku, po raz kolejny chciałbym zwrócić uwagę na omawiany we wcześniejszym rozdziale podział kompetencji pomiędzy rodziców i trenera. Musimy bardzo uważać by przez nieuwagę nie wkroczyć na „teren”, za który odpowiada szkoleniowiec. Do niego bowiem należy motywowanie i pobudzanie sportowca do coraz większego wysiłku, wyznaczanie celów sportowych, ich realizację na treningu i podczas zawodów sportowych. Natomiast my powinniśmy czuć się odpowiedzialni za wyznaczanie i realizację celów w sferze około sportowej ale pozostającej ze sportem w bezpośrednim związku. Do nas należy mobilizacja i wytworzenie determinacji w wykonywaniu codziennych obowiązków. Nasze dziecko idąc na trening czy do szkoły, musi dokładnie wiedzieć po co tam zmierza, co będzie robiło i dlaczego. Przez cały czas pracy nad motywacją naszych pociech, powinniśmy pamiętać o pewnej bardzo ważnej zasadzie.

Nie sztuką jest kogoś do czegoś zmusić lecz sztuką jest spowodować aby sam chciał to zrobić”.

Nigdy nie powinniśmy o tym zapominać. Mamy ogromną przewagę nad naszymi dziećmi, a używając jej w odpowiedni sposób, możemy spowodować żeby ich świadomość tego co robią była coraz większa.

Oczywiście w zależności od wieku młodego sportowca powinniśmy używać różnych argumentów i środków przekazu. W inny sposób będziemy coś tłumaczyć ośmiolatkowi, a inaczej będziemy rozmawiać z piętnastolatkiem. Koniecznie trzeba dopasować metody komunikacji do aktualnego stopnia rozwoju i możliwości dziecka. Cóż z tego, że błyśniemy elokwencją, jeżeli taki ośmiolatek nie będzie rozumiał połowy z tego co do niego mówimy. Wielu wychowawców, trenerów czy nawet rodziców bardzo często popełnia ten błąd.

Następnym bardzo ważnym elementem w przekazywaniu jakiejś filozofii czy podejścia do swoich obowiązków, jest sposób rozmowy. Pamiętajmy żeby z dzieckiem rozmawiać a nie do niego przemawiać. Jest to bardzo istotne, ponieważ rozmawiając z nim dajemy mu odczuć, że jest dla nas partnerem, że traktujemy go poważnie jak równego sobie. Natomiast gdy do niego przemawiamy, niejako traktujemy go z góry. Wydajemy mu rozkazy, nakazy nie pytając go o zdanie. Z kolei dziecko czuje się jak podwładny, ktoś niższej rangi ,a biorąc pod uwagę budowę nie tylko dziecięcej psychiki, automatycznie się buntuje. Nawet wtedy gdy się z nami zgadza postępuje zupełnie odwrotnie tylko po to żeby zaznaczyć swoją obecność, swoje własne „ja”.

Chyba jednym z doskonalszych sposobów rozmowy z dzieckiem, jest dyskusja poprzez zadawanie pytań. Trzeba jednak pamiętać aby te pytania nie były jakieś przypadkowe czy zadawane w chaotyczny sposób. Do pewnych rozmów należy się wręcz przygotować. Przecież chcemy naszemu dziecku przekazać rzeczy ważne, które będą miały wpływ na jego dalsze życie czy też karierę sportową. Zanim zaczniemy jakiś temat, powinniśmy dokładnie wiedzieć co chcemy osiągnąć. Jakie wartości przekazać. Potem przez zadawanie pytań, odpowiednich i we właściwej kolejności, naprowadzić je na właściwy tor myślowy zgodny z naszym celem.

Dziecko poprzez udzielanie odpowiedzi wytwarza w sobie przekonanie, że tak jest naprawdę, ponieważ właściwie samo dochodzi do końcowych wniosków. Ktoś może mi zarzucić, że jest to pewnego rodzaju manipulacja. Trudno się z tym nie zgodzić ale jakby się głębiej zastanowić to dojdziemy do wniosku, że cały proces wychowawczy to jedna wielka manipulacja. Natomiast jeśli robimy to z miłością i mając przede wszystkim na uwadze dobro naszego dziecka, to nie wydaje mi się żeby to było coś złego. A nawet gorąco namawiam do korzystania z tej metody tak często jak to tylko możliwe.

Następnym istotnym elementem jest to, ile informacji zapamiętuje człowiek poddany różnym metodom komunikacji. Badania psychologiczne wykazały, że słuchacz utrwala niewielką część przekazu słownego. Z tego co ktoś do niego mówi,  zapamiętuje maksymalnie do 10%. Jeżeli słowa będą poparte jakimś obrazem, na przykład podczas rozmowy ogląda zdjęcia zgodne z jej treścią lub mówiący wspomaga się jakimiś materiałami na piśmie czy wykresami, to udział w dyskusji bierze również wzrok i wtedy zapamiętuje ok. 15% informacji. Jednak nawet do 45% zapamiętuje wtedy gdy sam komuś coś tłumaczy i przy okazji to opisuje lub obrazuje jakimiś rysunkami. Oprócz zmysłów wzroku i słuchu biorących bezpośredni udział w tym procesie,  przeprowadza pewien logiczny wywód, dzięki któremu przyswaja znacznie więcej wiedzy.

Trzeba zaznaczyć, że mówiliśmy tutaj tylko o komunikacji werbalnej czyli słownej, która stanowi zaledwie 45% całego przekazu. Natomiast pozostałe 55% jest to tzw. komunikacja niewerbalna czyli gesty, mimika, itp. co można nazwać swoistą mową ciała. Odpowiednie wykorzystanie tych środków pozwoli w znaczący sposób podnieść ilość zapamiętanej informacji. Jednak umiejętność świadomego posługiwania się komunikatem niewerbalnym wymaga pewnego doświadczenia i przygotowania, po to by w sposób precyzyjny wyeksponować tylko te informacje, które są istotne i mają bezpośredni związek z celem do osiągnięcia w konkretnej dyskusji. Jeśli tylko będziemy tego chcieli, to bez większych problemów możemy posiąść takie umiejętności. Nie jest to zbyt trudne ale odsyłam tutaj chętnych do fachowej literatury z dziedziny psychologii.

Nie jest wielką tajemnicą, że emocje związane z jakimś zdarzeniem w znaczny sposób mogą zwiększyć efekt zapamiętania ważnych informacji. Innymi słowy powinniśmy bardzo starannie dobierać czas jakiejś ważnej rozmowy. Może nie tyle prowokować, a raczej wykorzystywać zaistniałe sytuacje wyzwalające u dzieci silne przeżycia i na ich podstawie przekazać na przykład jakąś ważną zasadę czy filozofię. Oczywiście musimy pamiętać żeby ta informacja była ściśle powiązana z konkretną emocją.

Znakomitym przykładem może być tutaj sukces lub porażka sportowa. Jest to sytuacja, w której każdy sportowiec przeżywa bardzo silne emocje, związane ze zwycięstwem lub przegraną. W takim stanie w ogromnym stopniu zwiększa się koncentracja i zaangażowanie w rozmowę na ten temat, a co za tym idzie utrwalenie pewnego przekazu związanego z tą emocją jest znacznie silniejsze.

Wykorzystując jakąś porażkę możemy razem z dzieckiem przeprowadzić analizę jej przyczyn. Odszukać błędy, które były popełnione w okresie przygotowawczym, wyznaczyć cele oraz zadania do poprawy stanu obecnego, który przecież nas, a przede wszystkim nasze dziecko nie satysfakcjonuje. Trzeba tylko pamiętać, że wykorzystywanie emocji w takich sytuacjach nie może być nadużywane. W gruncie rzeczy jest to płaszczyzna bardzo delikatna i łatwo o jakieś nieprzewidziane rezultaty. Bardzo niewskazane jest wytworzenie z naszej strony jakiejś presji, by w tym momencie rozpocząć dyskusję na ważne tematy. Czasem lepiej nie komentować pewnych wydarzeń tuż po silnych przeżyciach i milcząc przeczekać okres mocnego wzburzenia. Zawsze możemy do tych sytuacji wrócić, gdy emocje trochę opadną ale są jeszcze na świeżo w pamięci i zanalizować pewne zdarzenia czy przekazać jakąś mądrość trochę bardziej na chłodno. Byleby zbytnio tego nie odwlekać.

Chciałbym też zwrócić uwagę na ilość przekazywanych informacji podczas jednej rozmowy. Wydaje mi się, że warto przyjąć zasadę „jedna rozmowa – jedna myśl”. Może komuś wydawać się, że to trochę mało ale gdy pomnożymy to przez ilość zawodów sportowych albo sytuacji wynikających z życia codziennego to wyjdzie z tego całkiem spora ilość. Poza tym skupiając się na jednej rzeczy będziemy mieli większą kontrolę i swobodę w prowadzeniu dyskusji.

Musimy przy tym pamiętać o omówionym już wcześniej podziale kompetencji. Jeśli mamy pewność, że nasze rozwiązania istotnych problemów sportowych pokrywają się w 100% z myślą szkoleniową trenera, to powinniśmy wykorzystywać takie sytuacje jak najczęściej. Natomiast gdy nie mamy takiego przekonania, to lepiej skupić się na problemach czysto wychowawczych. Spójność przekazu może mieć decydujący wpływ na wiarygodność trenera jak i oczywiście naszą. Taka sama informacja przekazywana z różnych źródeł, a zwłaszcza pochodząca od autorytetów, bardzo często staje się pewnikiem, a jeśli dotyczy to spraw fundamentalnych, to możemy być z tego tylko zadowoleni. Natomiast różnice zdań w kwestiach istotnych dla młodego sportowca, zburzą w nim wewnętrzny spokój i wiarę w słuszność obranej drogi, a dla nas oznacza to znaczne obniżenie wiarygodności i stopniowy upadek autorytetu, bez względu na to kto miał rację.

Omówiona tutaj krótko pewna forma przekazu z wykorzystaniem określonych zdarzeń i sytuacji jest jedną z wielu metod kształtowania świadomości i wychowywania młodego człowieka. Osobiście uważam ją za jedną ze skuteczniejszych co wynika z mojego doświadczenia. Jednak każdy z nas, mając na względzie fakt, że nie ma dwóch takich samych ludzi na świecie i każdy człowiek jest indywidualnością, może też sam wypracować sobie sposób skutecznego komunikowania się z własnym dzieckiem. Przyda się nam to również w życiu codziennym do przekazywania ważnych informacji i skutecznego wpływania na rozwój osobowości naszego dziecka.

Istnieje  przekonanie, że porażka sportowa w procesie wychowawczym ma dużo większe znaczenie niż zwycięstwo. Uważam, że jest w tym sporo racji i słusznie przywiązuje się do tego dużą uwagę. Jednak myślę, że nie mniej ważne jest też odpowiednie podejście do zwycięstwa lub sukcesu sportowego. W mediach bardzo często można usłyszeć pewną obiegową opinię, że „zwycięzców się nie sądzi”. Z punktu widzenia kibica, który pasjonując się rywalizacją sportową, prawie zawsze chce aby zawodnik lub drużyna, której kibicuje zwyciężała, jest to pogląd chyba słuszny. Natomiast od strony szkoleniowej czy wychowawczej, niekoniecznie jest to tak oczywiste. Wychowując młodego sportowca powinniśmy pamiętać o kilku bardzo ważnych zasadach. Jedną z podstawowych jest wspomniana na wstępie, która mówi, że trzeba nauczyć się ponosić porażki ale też trzeba umieć wygrywać. Kwestię przegranej już krotko omówiliśmy z kolei nad  umiejętnością wygrywania powinniśmy się choć trochę zastanowić. Jest niemniej ważna lecz bardzo często zaniedbywana.

Zwycięstwo jest oczywiście bardzo istotne i jak najbardziej przydatne w procesie wychowawczym ale powinniśmy pamiętać, że jest to tylko efekt pewnego procesu szkolenia i rozwoju. I tym procesem powinniśmy się głównie zająć. Bardzo ważne jest stwierdzenie, że zwycięstwo jest tylko efektem pracy włożonej w samodoskonalenie, a także harmonijny rozwój na płaszczyźnie sportowej, intelektualnej i duchowej. Natomiast przyczyną jest codzienna ciężka praca nad samym sobą, walka ze  słabościami i  przekraczanie własnych możliwości.

Gdy nasze dziecko wygrywa jakieś zawody, to na fali pozytywnych emocji z tym związanych, często nawet przez chwilę nie zastanawiamy się nad okolicznościami, które temu towarzyszą i wtedy bardzo łatwo o popełnienie jakiegoś błędu. Zwłaszcza gdy mamy do czynienia z dzieckiem wybitnie uzdolnionym w jakiejś dziedzinie. Wielokrotnie byłem świadkiem marnowania wielkich talentów, które bez większego wysiłku, mówiąc kolokwialnie w cuglach, wygrywały wszystkie zawody. Zwycięstwa te nie były poparte jakąś ciężką pracą i nie miały jakiejś większej wartości szkoleniowo-wychowawczej. Sam sukces jednak bardzo skutecznie zniekształcał obraz rzeczywistości. Rodzice trenerzy w atmosferze zwycięstwa tracą wtedy często umiejętność trzeźwej oceny sytuacji i nie dostrzegają niebezpieczeństw związanych z tym stanem rzeczy. Brakuje wtedy argumentów, które spowodowałyby pracę nad takim talentem. W tej sytuacji powinniśmy sobie uświadomić pewien fakt.

Jaki jest udział w sukcesie sportowym talentu, a jaki ciężkiej pracy? Oczywiście zależy to od okresu w jakim znajduje się sportowiec. I tak w początkowym okresie kariery udział talentu jest ogromny i wynosi nawet do 80% lecz z biegiem czasu zmienia się to diametralnie i w okresie seniorskim sukces  sportowy w około 80% wynika z ciężkiej pracy. Wniosek nasuwa się sam. Im wcześniej naszemu dziecku uświadomimy to, że głównie ciężka praca nad samym sobą doprowadzi go do realizacji zamierzonych celów tym większa pewność, że to osiągnie. Talent nie poparty ciężką pracą nie ma większej wartości. Natomiast sukcesy osiągane w początkowym okresie kariery sportowej bardzo skutecznie potrafią zamazać prawidłowe postrzeganie pewnych procesów.

Jeżeli są, to bardzo dobrze lecz trzeba bardzo umiejętnie do nich podejść i wykorzystać w procesie motywowania do dalszej pracy. Natomiast częstym błędem jest nadmierne upajanie się wczesnym nie wypracowanym „sukcesikiem”.

Nauka trzeźwej oceny zwycięstwa, jest jednym z pierwszych zadań umożliwiających nam wpływ na prawidłowy rozwój i wychowanie młodego sportowca. Paradoksalnie to właśnie sukces sportowy, a właściwie nieumiejętne radzenie sobie z nim często powoduje, że zawodnik zanim zacznie się rozwijać, zazwyczaj kończy swoją przygodę ze sportem.

Istotną rolę odgrywa też styl w jakim odnosi się zwycięstwo czyli zachowanie przed, w trakcie i po zawodach. Ważnym czynnikiem kreującym tą atmosferę jest świadomość tego co reprezentuje młody człowiek w wymiarze osobowościowym. Zanim jednak nasze dziecko osiągnie odpowiednio wysoki poziom świadomości tego co robi, decydujące znaczenie ma tutaj nasze zachowanie. Konkretną reakcją na porażkę czy sukces wysyłamy pewien sygnał, który może doskonale ukierunkować postrzeganie wartości pewnych zdarzeń. Mówiąc w prosty sposób, często ogląda się rodziców, a także niestety trenerów, którzy reagują na zwycięstwo swojego dziecka czy wychowanka, tak jakby wygrali los na loterii lub trafili szóstkę w totka. Oczywiście doskonale rozumiem emocje i radość z tym związane i jak trudno jest nad nimi zapanować ale chyba warto włożyć w to trochę pracy by przejąć nad nimi kontrolę. Gdy wygrywamy los na loterii, to mamy świadomość, że jest to dzieło przypadku, a niekontrolowaną eksplozją radości po zwycięstwie naszego dziecka, dajemy mu niejako do zrozumienia, że jego sukces też jest przypadkiem czy łutem szczęścia i ogromnym dla nas zaskoczeniem. Tymczasem prawie zawsze, sukces ten wynika z jego ciężkiej pracy na każdym treningu i tak jak wcześniej wspominałem, jest przede wszystkim efektem zaangażowania i odpowiedniej realizacji procesów szkoleniowo- wychowawczych.

Daleki jestem od tego by kogokolwiek namawiać do wyzbycia się emocji. Radość w takich chwilach jest jak najbardziej pożądana lecz powinna być obarczona pewnym stylem i świadomością skąd to zwycięstwo się wzięło. Wydaje mi się, że w takich sytuacjach powinniśmy dziecku uświadomić, że spodziewaliśmy się tego sukcesu, ponieważ dobrze wiemy jak ciężko pracuje na treningach i poprzez tą pracę w 100% na to zasłużyło.

Warto do tej kwestii podejść poważnie i poprzeć działanie tego mechanizmu innymi przykładami z życia codziennego, oczywiście dostosowanymi do poziomu rozwoju młodego człowieka. Znakomitym przykładem pomocnym w zrozumieniu tej zależności może być porównanie zawodów sportowych do klasówki szkolnej.

Jeżeli uczeń jest przygotowany do sprawdzianu, ponieważ poświęcił na to dużo czasu i pracy, to prawdopodobieństwo uzyskania dobrej oceny jest bardzo duże. Z radością idzie do szkoły, a stres związany z pisaniem pracy klasowej jest minimalny i działa raczej mobilizująco niż deprymująco. Wtedy osiągnięcie sukcesu, w świadomości młodego człowieka nosi znamiona pewności, a nie przypadku. Ogromnie wzrasta jego poczucie własnej wartości i zdecydowanie zwiększa się wiara w osiągnięcie zamierzonego celu. Przenosząc to na płaszczyznę sportową, taki zawodnik na samym starcie posiada ogromną przewagę nad konkurencją, a doskonale wiemy, że bardzo często sukces sportowy rozstrzyga się w sferze mentalnej. Odpowiednie nastawienie i podejście do rywalizacji decyduje o zwycięstwie. Zawodnik z utwierdzoną i utrwaloną wiarą we własne możliwości wyzbywa się negatywnego stresu i cieszy się samą rywalizacją, co na pewno przełoży się na wykorzystanie do maksimum jego aktualnych umiejętności.

Ale wróćmy do samego procesu motywacji. Przytoczmy tutaj jeszcze raz definicję. Otóż:

„Motywacja, jest to zespół procesów psychicznych i fizjologicznych, wzbudzonych pewną potrzebą. Tą potrzebę, którą człowiek chce zaspokoić można nazwać celem. Natomiast stan świadomości lub proces myślowy, który powoduje pewne działanie w kierunku osiągnięcia celu, można nazwać motywem”.

Warto by w tym miejscu zastanowić się nad zasadnością stymulacji procesu motywacyjnego. Jaki wpływ na podejście do codziennych obowiązków ma realność osiągnięcia zamierzeń?

Zawodnik wyznaczając sobie jakiś cel sportowy do zrealizowania, znajduje się w punkcie gdzie prawdopodobieństwo  poniesienia porażki jest dużo większe niż osiągnięcia sukcesu. Jednak wykonując pewne codzienne czynności stymulowane pojedynczymi motywami w kierunku osiągnięcia celu, zbliża się do momentu, w którym to prawdopodobieństwo kształtuje się na poziomie 50% do 50%. Czyli istnieją takie same szanse na odniesienie sukcesu jak i na porażkę. Jest to chyba stan idealny gdzie motywacja do dalszego działania będzie miała największe natężenie. Cel wydaje się bardzo realny do osiągnięcia ale jednocześnie istnieje mocne przeświadczenie, że bez pracy i ogromnego wysiłku czeka go porażka (rys.2 ).

Rys.2

Jednak potem następuje bardzo trudny okres gdy szanse osiągnięcia sukcesu są znacznie większe niż poniesienia porażki. Bardzo często dochodzi wtedy do drastycznego spadku motywacji, a co za tym idzie do coraz mniejszego zaangażowania w czynności, które doprowadzają do celu. Zawodnika przechodzącego przez ten etap często cechuje zbytnia pewność siebie, a czasem nawet arogancja. Stan ten można też poniekąd nazwać rutyną. Jednak w konsekwencji do celu nie dojdzie, ponieważ na skutek spadku motywacji nie wykonał pewnej pracy, która była niezbędna do osiągnięcia końcowego efektu.

Dlatego powinniśmy świadomie stymulować motywami działania aby prawdopodobieństwo sukcesu i porażki było jak najbliższe równowagi. Wydaje się, że jest to bardzo trudna aczkolwiek szalenie istotna myśl do przekazania naszym kilku czy kilkunastoletnim dzieciom. Chyba bardzo ważne jest aby używać argumentów, słów czy porównań dostosowanych do aktualnych możliwości percepcji młodego człowieka. Małym dzieciom można przekazać te wartości, porównując je do oszczędzania w skarbonce. Załóżmy, że ktoś chce mieć rower. Żeby go kupić musi uzbierać 1000 zł. Oczywiście dla młodego człowieka jest to dużo pieniędzy ale jeśli codziennie wykona jakąś pracę, za którą będzie otrzymywał po 10 zł, to po 100 dniach uzbiera się taka suma, która pozwoli mu osiągnąć cel czyli kupi sobie rower. Istnieje jednak pewien niezbędny warunek, a mianowicie żeby otrzymać każde 10 zł, to praca w każdym dniu musi być wykonana w co najmniej100%. Jeżeli wykona ją w 99%, to nie otrzyma nawet jednej złotówki. I teraz od jego podejścia i zaangażowania w wykonanie codziennych obowiązków zależy czy po 100 dniach uzbiera 1000 zł i kupi sobie rower czy będzie miał tylko 990 zł i nie osiągnie zamierzonego celu ponieważ na przykład w ostatnim dniu nie wywiązał się należycie ze swoich zadań. Wachlarz porównań zależy tutaj od naszej kreatywności i może być przeogromny, należy tylko pamiętać by zawsze miała tu miejsce zasada łańcucha, w którym gdy choć jedno ogniwo będzie słabe, to nie spełni on swojej funkcji.

Innym istotnym sposobem motywacji młodego sportowca, powinna być metoda małych kroczków. Główny cel, który zazwyczaj jest bardzo odległy, powinien być dobrze znany i jasno nakreślony, jednak dojście do niego wymaga stawiania sobie tzw. celów pośrednich i konsekwentne dążenie do ich realizacji.

Psychika dziecka jest tak skonstruowana, że cele do osiągnięcia w perspektywie kilku miesięcy czy lat, są trudne do wyobrażenia i mają raczej niewielką moc motywacyjną. Dlatego koniecznością jest wyznaczanie codziennych małych, pośrednich celów, których realizacja nie wymaga zbyt długiego czasu. Efekty wykonanej pracy widać już dziś, a najpóźniej w ciągu kilku dni czy tygodni. Powinniśmy tak prowadzić proces motywacji by w tym momencie najważniejszą sprawą było to, co właśnie robią.

Dziś dla niego najważniejszymi celami, są cele dzisiejsze.

W tym tygodniu nie ma nic ważniejszego od celów tygodniowych, a cel na ten miesiąc jest dużo ważniejszy od celu końcowego.

Można tą metodę porównać do wchodzenia po drabinie. Gdy wchodząc po niej będziemy zbyt często patrzeć w górę bez zwracania uwagi na szczebel, który mamy właśnie do pokonania, to niechybnie na którymś z nich powinie nam się noga i po prostu spadniemy. Natomiast kiedy skupimy się na pokonaniu kolejnych szczebelków, to z łatwością dojdziemy na sam szczyt.

Ustalając cele pośrednie, powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na ich dobór pod względem stopnia trudności. Cel końcowy, zazwyczaj jest bardzo trudny do osiągnięcia, dlatego uważam, że cele pośrednie powinny posiadać znacznie mniejszy stopień trudności, ściśle dopasowany do aktualnych możliwości każdego dziecka. Aby był do osiągnięcia, oczywiście z zaangażowaniem odpowiedniej pracy i koncentracji. Zbyt łatwe zadanie nie zwiększy w dziecku poczucia własnej wartości i wiary we własne siły. Raczej spowoduje tzw. minimalizm co oznacza, że w kolejnych etapach zadowoli się absolutnym minimum i ciężko będzie go zmobilizować do większego wysiłku. Wtedy istnieją niewielkie szanse na osiągnięcie celu głównego. Natomiast zbyt wygórowane cele, które nie przystają do aktualnych możliwości dziecka, a raczej są skutkiem wygórowanych ambicji czy zwykłego chciejstwa rodziców, prowokują także negatywne procesy. W momencie określenia celu do osiągnięcia, w formie słownej i nie tylko, dziecko wyraża deklarację jego realizacji, a jeśli demonstruje to w naszej obecności, to stajemy się świadkami takiej deklaracji. Oczywiście może to być dodatkowym bodźcem do wykonania określonego zadania, ale jeśli osiągnięcie tego celu w tym momencie jest po prostu nie możliwe, to jesteśmy bezpośrednim świadkiem takiego niepowodzenia. Istnieje duża szansa, że wytworzy się pewien dysonans trudny do usunięcia, który może mieć negatywny wpływ choćby na wyznaczanie kolejnych celów lecz przede wszystkim spowoduje drastyczny spadek samooceny i wiary we własne siły.

Z poprzedniego wywodu możemy wyciągnąć wniosek, że aby dobrać odpowiednie cele pośrednie musimy się dość dobrze orientować w dziedzinie, w której podejmujemy proces motywacji. Ze swojego doświadczenia wiem, że trenerzy raczej niechętnie widzą rodziców na treningach. Muszę przyznać, że trochę ich rozumiem ponieważ jak już wcześniej pisałem, proces szkolenia sportowego jest ich domeną, gdyż są specjalistami w tej dziedzinie i to oni powinni tutaj mieć decydujące zdanie. Natomiast bardzo często rodzice wykazują pewną nadgorliwość i choć w dobrej wierze, próbują wkroczyć na teren działań trenerskich i wyręczać ich w pracy. Dzieje się tak często z powodu braku porozumienia w ustaleniu pewnych stref kompetencji pomiędzy rodzicem, a trenerem. Wcale to nie znaczy, że powinniśmy się w ogóle nie interesować tym co nasze dziecko robi na treningu. Wręcz przeciwnie, powinniśmy starać się bywać tak często jak to jest możliwe. Ale musimy mieć świadomość, że przychodzimy na trening i obserwujemy pracę na nim po to, by się czegoś nauczyć i jak najwięcej dowiedzieć o dyscyplinie, którą uprawia nasza pociecha. Znajomość tematu, jest bardzo istotnym elementem w procesach motywacyjnych. Im więcej będziemy wiedzieli o dyscyplinie uprawianej przez nasze dziecko, tym łatwiej zrozumiemy pewne sytuacje, zdarzenia czy schematy zachodzące w życiu młodego sportowca, a także łatwiej odnajdziemy i w bardziej profesjonalny sposób przekażemy motywy do dalszej ich pracy. Poza tym zwykłe codzienne rozmowy na temat różnych sytuacji zaistniałych na treningu będą bardzo pomocne przy tworzeniu pasji.

Oczywiście każdy z nas zanim zaczął wychowywać dzieci przez sport, posiadał już pewne swoje zainteresowania sportowe. Sam kiedyś być może uprawiał jakąś dyscyplinę lub po prostu bardzo się jakąś interesuje i pasjonuje. Jednak należy tu rozgraniczyć pojmowanie sportu przez kibica i sportowca.

Kibic sportowy jest osobą, którą interesuje przede wszystkim wynik i zwycięstwo zawodnika czy drużyny, której kibicuje. Pasjonuje się samą rywalizacją. Chce oglądać emocjonujące przedstawienie popijając piwo i zajadając orzeszki. Zazwyczaj mało go interesuje proces szkoleniowy, a jego wiedza na ten temat jest raczej bardzo ogólna i zdawkowa. Jeżeli nawet gdzieś coś przeczyta czy usłyszy, to takie przekazy noszą znamiona raczej jakiejś sensacji, a nie rzetelnej informacji. Natomiast osoba uprawiająca sport profesjonalnie, musi postawić sobie ważność pewnych kwestii zupełnie odwrotnie.

Osobiście wypracowałem sobie pewną teorię, która wydaje mi się bardzo trafna i dobrze obrazująca istotę sportu dla sportowca.

Otóż właściwą treścią i istotą sportu dla niego jest ciężka praca na każdym treningu, to jest pokonywanie codziennych trudności, walka ze swoimi słabościami i wytrwałe dążenie do osiągnięcia wyznaczonego celu. Natomiast zawody sportowe, są tylko pewną formą usługi dla ludności, która poprzez osiągnięty wynik generuje środki finansowe i możliwości, niezbędne do samorealizacji sportowców. Oczywiście sama rywalizacja jest bardzo istotnym elementem procesu szkolenia, sposobem na sprawdzenie się wśród rówieśników, a także, a może przede wszystkim jest formą weryfikacji postępów sportowych. Myślę, że uświadomienie sobie tego mechanizmu pomoże nam w lepszym zrozumieniu i prawidłowym ułożeniu hierarchii ważności zdarzeń w procesie wychowania przez sport, a także pozwoli zmienić pojmowanie sensu tego co robią nasze dzieci. Dostrzeżemy wtedy, że prawdziwą korzyścią wynikającą z uprawiania sportu, o czym pisałem już wcześniej, nie są medale, dyplomy czy puchary. Prawdziwą ponadczasową wartością, jest pozytywna osobowość i cechy charakteru nabyte poprzez ciężką codzienną pracę. Ogromna wiara we własne siły, umiejętność analizy i rozwiązywania problemów pojawiających się każdego dnia, wyznaczanie celów i konsekwentna ich realizacja, są znacznie więcej warte niż doraźne materialne korzyści.

To właśnie dzięki tym cechom nasze dzieci wejdą w dorosłość odpowiednio przygotowane i wyposażone w niezbędne środki do realizacji wyzwań jakie przyniesie im dalsze życie. Natomiast motywacja do wykonywania codziennych zadań jest niezbędnym środkiem do wykreowania takich osobowości i dlatego warto podejść do tego problemu poważnie i z pełnym zaangażowaniem, a przy okazji być może i my czegoś się nauczymy.

 

 

 

Wypowiedz się:

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This