Monika

Monika Chodyna przez 15 lat trenowała pływanie, przez większość czasu trenując w klubie MTP Kormoran Olsztyn, zaś będąc już na studiach startowała jako reprezentantka AZS UWM Olsztyn. Specjalizowała się głównie w stylu motylkowym i dowolnym. Kilka lat temu zdecydowała się jednak na zakończenie swojej przygody z pływaniem. Jednak z powodu braku adrenaliny, potrzeby rywalizacji i konieczności stawiania sobie nowych wyzwań, po około roku przerwy postanowiła spróbować swoich sił, startując amatorsko w triathlonie. Aktualnie związana jest z grupą triathlonową Tri NEGU.

 

Znaczenie pływania w triathlonie

Pływanie w triathlonie dla wielu amatorów stanowi dużą przeszkodę. Ba! Niektórych przyprawia nawet o ciarki. Pływanie jest bowiem bardzo specyficzne. Mamy tutaj do czynienia z zupełnie innymi bodźcami, których nie doświadczamy w naszym życiu codziennym. Przede wszystkim oddech. Musimy przecież go brać w odpowiednim momencie (nad wodą). Jest to często duży problem podczas pierwszych zajęć nauki pływania. Wiele osób tak bardzo skupia się na tym, aby w wodzie przesuwać się do przodu, że zapominają o nabieraniu powietrza. Inną kwestią jest też gęstość otoczenia oraz nasze odczucia na bodźce termiczne. Nie wspominając już o zmianie pozycji z pionowej na poziomą.

 

Często podejście triathlonisty do pływania, szczególnie do pływania w basenie, jest zupełnie inne niż nastawienie pływaka. Dla początkującego tri-amatora wiele rzeczy wydaje się być stratą czasu. Najczęściej zadawanym przez nich pytaniem jest: „A po co mi to?” Po co robić nawroty? Przecież na jeziorze nie ma nawrotów. Po co pływanie żabą, delfinem i grzbietem? Przecież na zawodach płynie się tylko kraulem. Po co oddychać na dwie strony? Na obie jest trudniej i niewygodnie. Po co uważać na zbytnie zadzieranie głowy do góry? Przecież podczas wyścigu trzeba patrzeć przed siebie, żeby nie popłynąć w trzciny. I w ten oto sposób uciekają od, jakby nie było, ciężkiej pracy, bo pływanie do łatwych sportów nie należy. Oczywiście w takich sytuacjach często również słyszę, że oni i tak już nigdy nie będą pływać jak profesjonaliści, bo dla nich jest już za późno. Ok, zgadam się. Jak się nie trenowało od dziecka i nie wypływało się swoich kilometrów, to nie ulega wątpliwości, że ktoś, kto ma 30 lat i dopiero zaczyna swoją przygodę z pływaniem nie ma szans nawet na zbliżenie się do poziomu bardzo przeciętnego, ale jednak profesjonalnego pływaka i z tym trzeba się pogodzić już na samym początku swojej tri-kariery. Dzieci i młodzież są bardziej podatne na naukę oraz na wszelkie niuanse związane z techniką i koordynacją ruchową. Ich pamięć mięśniowa jest dużo lepsza. Jednak ucząc się i poprawiając technikę także w wieku dorosłym, możemy osiągnąć większy postęp, niż wzmacniając tylko siłę i wyrabiając kilometry. Oczywiście poprzez samo wykonywanie ćwiczeń nikt nagle nie przepłynie 1500 m, nie wspominając już o 3800 m na dystansie pełnego Ironmana. Dlatego trening kondycyjny powinien zacząć odgrywać równie ważną rolę dopiero po osiągnięciu pewnego poziomu pod względem umiejętności technicznych, bowiem te dwie strefy wzajemnie na siebie oddziaływają i się uzupełniają. W kształtowaniu techniki chodzi przede wszystkim o zminimalizowanie oporów wody oraz o wytworzenie odpowiedniej siły napędowej. Z kolei celem treningu wytrzymałościowego jest wytworzenie odpowiedniego poziomu cech motorycznych.

Jaki zatem powinien być to poziom? Jest to kwestia indywidualna, dlatego duże znaczenie mają tutaj zajęcia od okiem trenera, bo prawdę mówiąc nie znam nikogo, kto nauczyłby się sam poprawnej techniki pływackiej z samych książek czy też z oglądania filmików w Internecie oraz potrafił ułożyć sobie sam skuteczny plan treningowy.

Nasuwa się jednak jedno, zasadnicze pytanie: jakie w ogóle znaczenie ma pływanie w triathlonie? Jak duży wpływ ma ono na wynik końcowy całego triathlonu? Czy jeśli słabo pływam, to czy nie mam już szans na odrobienie strat? A może będąc profesjonalnym pływakiem, z wieloletnim doświadczeniem mogę uzyskać wystarczającą przewagę, która pozwoli mi na zwycięstwo? Z pewnością jeden i drugi scenariusz jest możliwy. Jednak zasadniczą rolę odgrywa tutaj dystans i konwencja, w jakiej rozgrywane są zawody. Na dystansach z tzw. draftingiem (jazda za kimś, jazda na kole), szybkie pływanie pozwala na złapanie mocnej grupy na rowerze, co w rezultacie może jeszcze bardziej przyczynić się do zwiększenia przewagi nad zawodnikami, którzy pływają słabiej i nie mają szans na jazdę w najmocniejszej, pierwszej grupie. Pływanie w takim układzie jest dość szybkie i dynamiczne oraz wymaga już nieco lepszych umiejętności pływackich, jeśli chcemy w ogóle myśleć o jakimkolwiek lepszym wyniku. Oczywiście nie bez znaczenia są tutaj także umiejętności kolarskie, m.in. technika jazdy w grupie, na temat których jednak w tym momencie nie będę się rozpisywać. W takim wypadku cały wyścig rozstrzyga się praktycznie w ostatnim etapie, czyli na biegu. Nie bez powodu więc na dystansach z draftingiem startują głównie zawodnicy profesjonalni. Jeżeli chodzi zaś o wyścigi „bez jazdy na kole”, to tutaj przekrój umiejętności zawodników jest już dużo większy. Przeważnie na jednych zawodach, na jednym dystansie, w tym samym czasie, startują zarówno debiutanci, często dopiero rozpoczynający swoją przygodę z triathlonem, totalni amatorzy, dla których jest to głównie zabawa, jak i ci, którzy traktują ten sport całkiem serio i są często zawodnikami klasy międzynarodowej, tak zwani „PRO”. Dla wielu zawodników PRO, którzy ścigają się przede wszystkim po to, aby wygrać, etap pływacki ma bardzo duże znaczenie. Są tacy, którzy lubią od samego początku nadawać tempo, mieć kontakt z czołówką, kontrolować wyścig. Mając pływanie, jako swoja mocną stronę, wykorzystują to. Poza tym, tutaj na rowerze już każdy jedzie sam. Im jesteś lepszym pływakiem, tym mniej się męczysz w wodzie, a tym samym oszczędzasz siły na etap kolarski. Nie ma tutaj możliwości pociągnięcia się za kimś w tunelu aerodynamicznym. Oczywiście zakładamy, że zawodnicy ścigają się zgodnie z zasadą fair play, z czym niestety w Polsce jest dość duży problem, ale o tym może kiedy indziej. Wracając do tematu, dla wielu amatorów, którzy nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z pływaniem wyczynowym, pływanie w triathlonie jest tak zwanym „etapem na przetrwanie”. Dla nich wyścig zaczyna się dopiero po wyjściu z wody i wbiegnięciu do strefy zmian po rower.

Jednak czy w takim przypadku jak powyżej, czyli kiedy mamy do czynienia z osobą, która w przeszłości nigdy wcześniej nie trenowała pływania, katowanie jej dużymi objętościami treningowymi na basenie ma w ogóle jakikolwiek sens? Moim zdaniem nie. A dlaczego? Weźmy na przykład dystans ½ Ironmana (1,9 km pływania-90 km jazdy rowerem-21,1 km biegu). Najlepsi na świecie pokonują taki dystans w czasie poniżej 4 godzin, jednak dla już trochę lepszego amatora wynik w granicach 5 godzin jest już całkiem niezłym osiągnięciem. Jednak niezależnie od poziomu wytrenowania, przeważnie nieco ponad połowę tego czasu zajmuje etap kolarski. Osoba, która na ½ IM jest w stanie uzyskać czas ok. 5 h i która, podkreślam, nigdy wcześniej nie trenowała pływania, 1900 m przepływa mniej więcej w czasie 32-37 minut (oczywiście nie jest to reguła!). Zwiększając objętości treningowe na basenie taka osoba owszem, poprawi się, jednak będzie to progres w najlepszym wypadku o jakieś 3 do 5 minut. Zwiększając zaś objętości treningowe na rowerze, dokładając tylko kilka godzin więcej roweru w tygodniu, możemy poprawić nasz czas o nawet 10-20 minut. Wszystko to jest jednak kwestią bardzo indywidualną.

Z mojego punktu widzenia, jako byłej pływaczki wyczynowej, a obecnie tri-amatorki, trening pływacki stanowi bardzo małą część, w porównaniu z pozostałymi dwoma dyscyplinami. Mój pierwszy sezon startowy w 2015 roku pokazał, że mając na koncie 15 lat treningu pływackiego, często po 16-17 km dziennie, nie trzeba poświęcać dużo czasu na samo pływanie. Jeden z moich kolegów, który kiedyś także trenował pływanie, a obecnie jest jednym z lepszych zawodników w Polsce na dystansie pełnego Ironmana powiedział, że jeśli jakiś kraulista długodystansowiec przerzuciłby się na triathlon, to pewnie nawet leżąc w wannie dałby radę popłynąć tempem 1.10-1.15 min/100 m. Pewnie coś w tym jest. Jednak samo pływanie w triathlonie nie wystarczy. Pływacy, którzy nagle zaczynają dużo biegać często doznają urazów i kontuzji, które spowodowane są dużym obciążeniem i twardym podłożem. Kości pływaków są „miękkie”, a stawy bardziej elastyczne, więc musi upłynąć najpierw trochę czasu, nim ciało przystosuje się do nowych bodźców. Z pewnością jednak mając dobrą wydolność dzięki pływaniu, łatwiej jest rozpocząć przygotowania do triathlonu, niż miałoby się zaczynać wszystko od zera.

 

Monika Chodyna

 

O triathlonie na swimportal.pl czytaj tutaj:

Wypowiedz się:

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This