Baska

„Rok zmian” to kolejny art Basi Wasilewskiej. O podjęciu decyzji wyjazdu do USA Basia pisała już wcześniej ( „Czas decyzji” ). Teraz czas na dalszy ciąg przygód.

Co zabrać ze sobą kiedy lecisz niemalże na drugi koniec świata, a możesz zabrać ze sobą jedną walizkę i bagaż podręczny? Dylemat co spakować, co jest ważniejsze a bez czego moje życie może się obejść to jak wyzwanie. Nie wiedziałam, tak naprawdę czego mogę się spodziewać na lotnisku w Teksasie. Jak będzie wyglądał mój pokój, czy polubią mnie dziewczyny z drużyny i ostateczne pytanie czy dam sobie radę z barierą językową. Na mojej pierwszej drodze do Stanów Zjednoczonych miałam dwie przesiadki podczas których pytałam się ludzi wokół i pracowników lotnisk gdzie powinnam iść. Podczas dwóch pierwszych lotów nie byłam w stanie zasnąć. Stres, zmęczenie i obawa przed nieznanym wzięły górę. Natomiast trzeciego lotu już docelowego do Dallas zupełnie nie pamiętam. Zasnęłam jeszcze przed odlotem a obudziłam się jak samolot osiadł na lotnisku w Dallas.

Pierwsze wrażenie? Gorąco pomimo tego, że była prawie północ. Z czym mi się kojarzył Texas przed wyjazdem? Pustynia? Kaktusy? Kowboje i ludzie chodzący z bronią po ulicach? Co zobaczyłam? Pełno zieleni, drzew, dobrze zorganizowaną przestrzeń i zero piasku! Pierwszy semestr na studiach w obcym kraju to głównie aklimatyzacja, przystosowanie, nauka nowych zasad i poznawanie środowiska. Szkoła, treningi, dużo różnych kultur i osobowości wokół.

Zacznijmy od szkoły. Jaka jest różnica między studiowaniem w Polsce a w Stanach? O studiowaniu w Polsce opowiadać nie będę, bo każdy wie jak to mniej więcej wygląda. Student w Stanach może sobie wybrać zajęcia i ułożyć swój własny plan wykładów na które będzie chodzić. Do nauczycieli zwracam się po imieniu, co sprzyja lepszej komunikacji na wykładach. Zwykle wszystkie prezentacje, notatki i materiały z wykładów są dostępne na stronie internetowej do której mają dostęp wszyscy uczniowie z danej klasy. Dla mnie jest to świetne rozwiązanie, nie muszę się skupiać na tym, żeby skrupulatnie zapisywać to co jest wyświetlane, tylko staram się skupiać na tym, co aktualnie mówi nauczyciel, a do prezentacji multimedialnej mogę zajrzeć po lekcjach.

No dobra, czas na pływanie, przecież o pływaniu, mówimy najwięcej na tym portalu. Na początku było mi ciężko zrozumieć o co chodzi w zadaniach, co w ogóle pływamy i jak to powinno wyglądać. Dziewczyny z drużyny tłumaczyły mi skróty językowe jakimi posługiwał się trener pisząc na tablicy. Z czasem jednak nauczyłam się nowego słownictwa, symboli, a jakiś czas później przyłapałam się na tym, że nie liczę przepłyniętych długości po polsku, tylko myślę automatycznie po angielsku. Stwierdziłam wtedy, że to mój szczyt lenistwa, kiedy już nie tłumaczę na język polski, a po prostu rozumiem po angielsku. W okresie treningowym, zdarzają się zawody kontrolne, małe spotkania między uczelniami tzw. „duale” ale panująca na nich atmosfera często przewyższa zawody wysokiej rangi. Wszyscy dopingują się wzajemnie, nawet podczas długiego dystansu, w którym zawsze startuję. Moje koleżanki stoją przy brzegu basenu i już od pierwszych metrów aż do finiszu mocno mnie dopingują. Na każdy wyjazd bądź zawody, mamy określony strój, który wcześniej wybierają nasi kapitanowie. Wcześniej, nie myślałam, że istnieje coś takiego jak „team spirit”, ale po roku czasu spędzonym z dużą trzydziestoosobową drużyną, nie wyobrażam sobie, codziennego pływania bez niej. Drużyna Uniwersytetu z Północnego Teksasu stała się moją rodziną. Wiele godzin spędzonych wspólnie w wodzie i po za nią na spotkaniach drużynowych, wycieczkach, kolacjach bardzo przybliżają wszystkich do siebie. Spyta ktoś, gdzie jest haczyk, bo wszystko wygląda za pięknie i nie realnie? Pewnie, że zdarzają się gorsze dni, problemy, zwykłe sprzeczki, no ale kto ich nie ma…

Osobiście nie skupiam się na tych gorszych chwilach. Dla mnie słabsze dni istnieją, ale ja ich nie zauważam. Lubię być zajęta i zabiegana między uczelnią a basenem. Czuję wtedy, że żyję i korzystam z tego co mam. Jaka jest ostatnia rzecz którą lubię w Stanach? Na marginesie, nie jest to jedzenie… lubię ludzi! Różnorodność kulturowa jest niesamowita kiedy możesz obcować z ludźmi z różnych stron świata. Większość ludzi jest skora do pomocy, wystarczy tylko spytać. A jak już ktoś usłyszy, że masz akcent i pochodzisz z Europy to już jesteś „cool”!

Pozdrawiam
Basia Wasilewska

„Czas decyzji” to poprzedni odcinek przygód Basi Wasilewskiej, czytaj…

Wypowiedz się:

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This