Kowalski

Wywiad z Jerzym Kowalskim, członkiem Zarządu PZP 2012-2016.

Jerzy Kowalski pełni także funkcje we władzach europejskiej (LEN) i światowej (FINA) federacji pływania:

2004-2009 LEN TSC (Technical Swimming Committee) 2009-2013 LEN Bureau (wybrany największą ilością głosów) 2013-2016 LEN TSC Vice Chairman 2013-2017 FINA TSC 2016-2020 LEN Bureau (wybrany z drugim najlepszym wynikiem)

Panie Jerzy, skończył się cykl olimpijski, trudno o pozytywną ocenę. Jakby Pan się do tego odniósł?

 

Najkrócej, żałosny finał żałosnej kadencji. Podsumowaniem cyklu były Igrzyska Olimpijskie, które jak wiadomo zakończyły się najgorszym wynikiem od 40 lat, czyli od Montrealu. Z tym, że w Montrealu reprezentowało nas trzech zawodników, w Rio 18. W Montrealu Ryszard Żugaj zakwalifikował się do półfinału, w Rio tylko Konrad Czerniak i Kacper Majchrzak. Ale tylko jeden Majchrzak, z wszystkich 18 zawodników, ustanowił rekord życiowy. Ta statystyka jest porażająca. Reprezentanci 10 krajów europejskich zdobywali medale, najlepsza Wielka Brytania ma statystykę progresji indywidualnej 50%, Dania 47%, najgorsza w tej stawce Francja 11% – ale zdobyła dwa medale. Polska z 5,5%, za sprawą Majchrzaka, zajmuje miejsce na szarym końcu tej stawki. Tym samym tłumaczenia, że cała Europa słabo pływała nie są do końca prawdziwe.

Zatem co nie zadziałało?

Wyniki startów zawodników przygotowujących się indywidualnie (Kawęcki, Czerniak, Korzeniowski, Świtkowski), choć na nich najbardziej liczyliśmy – każdy z nich to inna historia – były po prostu słabe. Igrzyska są specyficzne, oczekiwania były duże, ale żaden nich ich nie spełnił. Przy czym, tak jak w przypadku Janka Świtkowskiego, przyczyn można doszukiwać się w braku doświadczenia i presji po MŚ w Kazaniu, tak pozostali to zawodnicy bardzo doświadczeni, i to, że żadnemu z nich nie udało się zakwalifikować choćby do wyścigów finałowych było niemiłą niespodzianką.

Pozostali, grupa zasadnicza, koordynowana przez trenera Piotra Gęgotka, to zawodnicy szkoleni centralnie. Wszyscy obwiniają trenera Gęgotka, natomiast ja się z tym nie zgadzam. Tu trzeba wrócić do roku 2014, kiedy to we wrześniu został rozpisany konkurs na trenera koordynatora http://www.polswim.pl/sites/default/files/konkurs_pzp.pdf kadry narodowej seniorów. Konkurs został rozstrzygnięty w końcu roku 2014, a więc na 1,5 roku przed igrzyskami olimpijskimi. Wśród dziewięciu warunków do spełnienia przez kandydata zastanawiają trzy:

– minimum druga klasa trenerska w pływaniu

– staż pracy minimum 5 lat

– dobra znajomość języka angielskiego – w mowie i piśmie

Druga klasa to najniższy stopień trenerski. Tak niskie wymaganie w stosunku do osoby, która ma koordynować kadrę narodową seniorów? Staż pięć lat? Cóż to jest pięć lat w zdobywaniu doświadczeń trenerskich?! No i ten angielski, który trener w Polsce spełnia to kryterium? Na pewno nie jest ich wielu. Ale akurat te wszystkie trzy kryteria spełniał trener Piotr Gęgotek, wpłynęła więc jedna aplikacja (druga od trenera spoza Polski nie spełniała wymogów formalnych) i Zarząd dokonał wyboru. Mam wątpliwą satysfakcję, że jako jedyny głosowałem przeciw temu wyborowi, po pierwsze dlatego, że konkurs był ustawiony pod osobę, a po drugie, że brak trenerskich doświadczeń na najwyższym poziomie stwarzał duże ryzyko niepowodzenia. Narażało to Związek na eksperyment na zawodnikach. A na takie eksperymenty nie możemy sobie pozwalać, bo płaci się za nie zbyt wysoka cenę. Dlatego nie obwiniam trenera Gęgotka za to, co się stało w Rio. Po prostu zadanie, które przed nim postawiono przerosło go. Brak doświadczenia przyczynił się do tej porażki (wrócę jeszcze do tego).

Która poważna federacja zdecydowałaby się na tak niskie kryteria wyboru głównego trenera? Na stronach związku niemieckiego, brytyjskiego, duńskiego publikowane były kryteria dla koordynatorów, warto porównać. Ale to dlatego koordynatorem DSV został Dirk Lange czy wcześniej dr Orjan Madsen, British Swimming, Denis Pursley, Bill Sweetenham, czy duńskiej Mark Regan, Paulus Wildeboer, Nick Juba (od stycznia 2017 Dean Boles). Wszyscy wyłonieni w oparciu przede wszystkich o personalne osiągnięcia. Swim Ireland po IO w Rio także poszukiwało trenera http://www.swimireland.ie/wp-content/uploads/downloads/2016/09/SI-National-Head-Coach-JDF.pdf podstawowe wymogi:

 

Proven podium success in Olympic, World, and/or continental championships i.e. European…” itd. Dorobek medalowy Irlandii w tych imprezach nie jest imponujący, ale większym zaufaniem darzą osoby, które maja takie sukcesy i doświadczenia za sobą. W naszych kryteriach konkursowych próżno szukać jakiegokolwiek wymogu sukcesów indywidualnych od kandydata. Dlatego trenerowi Gęgotkowi wyrządzono krzywdę, powierzając mu to stanowisko i winić należy nie jego, tylko tych, którzy sprawili, że zostało ono mu powierzone.

 

Wrócę teraz do owych doświadczeń trenerskich. Plan treningowy grupy zasadniczej, jeszcze w czerwcu został zmieniony. Wydłużono o tydzień zgrupowanie w Grecji i z Aten miał miejsce wyjazd do Vichy na lipcowe French Open. Tydzień dodatkowego pobytu na odkrytym basenie, ze słabym wyżywieniem, 11.06.-01.07. to razem 22 dni – nie wiem, czy to był najlepszy pomysł. Taka zmiana na kilka tygodni przed startem? Pomijam, choć zapewne nie powinienem, straty Związku w wyniku rezygnacji z zamówionych wcześniej biletów z Aten do Warszawy i z Warszawy do Clermont Ferrand idące w dziesiątki tysięcy złotych. Także pobyt w Brazylii przed Igrzyskami od 17.07. do 04.08. wydaje się za długi (19 dni przed głównym startem czterolecia? Nie robiliśmy tego) – ale może się czepiam w wyniku rozmów z trenerami.

Odprawa techniczna przed MŚ, ME i oczywiście przed IO zawsze odbywa się na dwa dni przed zawodami. Tymczasem na dzień przed odprawą otrzymałem SMS-em zapytanie od trenera Kadry gdzie i kiedy odbędzie się odprawa, odprawa przed Igrzyskami Olimpijskimi! Okazało się, że trener nie będzie mógł w niej uczestniczyć, bo przylatuje do Rio już po odprawie. Udział w odprawach jest obowiązkowy, absencja kosztuje CHF 100, zabrakło przedstawicieli dwóch państw afrykańskich i Polski. Szkoda, bo można było dowiedzieć się interesujących rzeczy. Na przykład gdzie są miejsca zbiórek przed startem, pomieszczenie kontroli antydopingowej, miejsca dla zawodników itd. Przede wszystkim, trener Kadry mógłby się tam spotkać z trenerem Kizierowskim i porozumieć na temat zgłoszenia Czerniaka do 100 m st. dowolnym.

Pracując w call roomie (pomieszczenie w którym zawodnicy oczekują przed wejściem na platformę startową), na dzień przez zawodami byłem świadkiem wycieczek całych reprezentacji, w czasie których trenerzy instruowali zawodników co, gdzie i w jakim czasie będzie się odbywać. Jak się dostać na miejsce zbiórki, gdzie będzie oczekiwał przedstawiciel reprezentacji, gdyby zawodnik potrzebował pomocy, na przykład w przypadku pęknięcia kostiumu czy czepka, zapomnienia okularów itd. Tu ciekawostka- na prośbę trenerów poleciłem przed wejściem do call roomu umieścić 10 krzeseł i monitor z podglądem sytuacji na pływalni. Te 10 krzeseł było zawsze zajęte przez trenerów, którzy nie tylko służyli pomocą swoim zawodnikom, ale pilnowali czy ktoś nie wycofał się z półfinału lub finału, aby mogli powiadomić swojego rezerwowego o starcie. Naszych trenerów tam nie było, a przypomnę, że Kawęcki i Świtkowski byli rezerwowymi.

 

Wspominał Pan o żałosnej kadencji?

 

Oczywiście. Dla nikogo przecież nie jest tajemnicą, że skład Zarządu poza Grzegorzem Widanką i mną był wynikiem „ustawki”. Prezydium, w skład którego, na pięciu członków, weszły trzy osoby z Warszawy (rzekomo dla usprawnienia funkcjonowania) mogło robić co chciało i robiło, choć tylko dwie osoby miały potencjał merytoryczny do tej pracy. Z racji pełnionych funkcji nie zawsze mogły być obecne. Prezydium nieudolnie zajmowało się problemami, które samo tworzyło. Ale najlepsze jest to, że pomimo przyjęcia na drugim zebraniu Zarządu mojego wniosku o udostępnianie protokołów zebrań Prezydium Zarządowi, były one tajne przez 3,5 roku kadencji, co jest niezgodne ze statutem, a tym samym uchwały i decyzje Prezydium były nieważne. Bowiem po to jest ten zapis, aby Zarząd mógł weryfikować „przemyślenia” Prezydium.

 

Prace Prezydium to m.in. tłumaczenie książki Ernesta Maglischo (na jednym z ostatnich zebrań Zarządu dowiedziałem się, że 60% zostało już przetłumaczone czyli jeszcze jedna kadencja i będzie całość – a książka z 2003 roku), zakresy obowiązków pracowników (ze szczególnym zainteresowaniem zakresem pracownika Jerzego Kowalskiego), nagrody dla prezesa, zatrudnienie specjalisty od PR (zięć członka Prezydium Pana Wierniuka) za 3,5 tys. PLN za pracę dwa razy w tygodniu, analizy teczek personalnych pracowników (poza związkiem, co samo w sobie jest niezgodne z prawem). W wyniku tych analiz dziwnym zbiegiem okoliczności właśnie z mojej teczki zginęło świadectwo maturalne i dyplom trenerski. Czyżby w wyniku aktywności jednego z członków Prezydium, który w ustroju słusznie minionym zajmował się sprawdzaniem autentyczności dokumentów pracowników związku?

 

Więcej w następnej części już wkrótce

 

 

 

Wypowiedz się:

O autorze

Powiązane wpisy

Shares
Share This